STRONA GŁÓWNA

Wszyscy Ludzie Prezydenta

James Monroe

Ostatni z ojców założycieli, który pamiętał zapach prochu rewolucji

Piąty prezydent Stanów Zjednoczonych. Żołnierz rewolucji, dyplomata i człowiek, który pomógł przeprowadzić Amerykę od walki o przetrwanie do roli samodzielnej potęgi kontynentalnej.

5. prezydent USA
1817–1825 lata prezydentury
Highland dom, plantacja i symbol prywatnego życia

Wyobraź sobie człowieka, który nie był ani błyskotliwym filozofem jak Thomas Jefferson, ani architektem systemu jak James Madison, ani niemal mitycznym symbolem republiki jak George Washington. A jednak był wszędzie. W rewolucji. W wojnie. W dyplomacji. W sporach o Konstytucję. Przy zakupie Luizjany. W wojnie z Brytyjczykami. W narodzinach doktryny, która przez pokolenia miała określać miejsce Ameryki na świecie.

James Monroe może nie jest stawiany na tym samym piedestale co największe legendy epoki założycielskiej. Nie pozostawił jednego dokumentu takiego jak Deklaracja Niepodległości ani nie zaprojektował całego systemu władzy. Ale bez niego historia młodych Stanów Zjednoczonych wyglądałaby inaczej.

James Monroe urodził się 28 kwietnia 1758 roku w Westmoreland County w Wirginii. Pochodził z rodziny plantatorskiej, osadzonej w świecie ziemi, lokalnego honoru, politycznych powiązań i niewolnictwa.

Przyszłość syna z takiego domu mogła wydawać się z góry napisana: edukacja, prawo, zarządzanie majątkiem, może lokalna polityka. Historia miała jednak wobec niego inne plany.

Chłopak z Wirginii, który szybko stracił poczucie bezpieczeństwa

Monroe wcześnie stracił oboje rodziców. Był jeszcze bardzo młody, kiedy zrozumiał, że stabilność może zniknąć niemal z dnia na dzień. Opiekę nad nim przejął jego wuj Joseph Jones, wpływowy prawnik i polityk, który znał najważniejszych ludzi Wirginii.

Jones pomógł wprowadzić młodego Monroe do świata, w którym idee, ambicja i władza były ze sobą nierozerwalnie związane. Dzięki jego wsparciu Monroe rozpoczął naukę w College of William and Mary w Williamsburgu.

Nie był to jednak czas spokojnych studiów. Williamsburg stanowił polityczne centrum kolonialnej Wirginii, a napięcie między Koroną a kolonistami przestawało być abstrakcyjnym sporem z gazet.

Historia wchodziła do sal wykładowych, na ulice i do domów. Młody Monroe nie zamierzał przyglądać się jej z bezpiecznej odległości.

Kiedy studenci przejmują broń

W 1775 roku brytyjski gubernator Wirginii lord Dunmore nakazał usunąć proch z magazynu w Williamsburgu. Dla kolonistów było to ostrzeżenie, że konflikt może wkrótce wejść w fazę otwartej przemocy.

Monroe wraz z innymi studentami zaangażował się w działania miejscowej milicji i przejmowanie broni z arsenału gubernatorskiego. Nie był to już etap teoretycznych debat o podatkach czy reprezentacji.

Monroe nie czekał, aż historia zapuka do jego drzwi. Sam wyszedł jej naprzeciw.

Młodzi ludzie rozumieli, że słowa mogą wkrótce zamienić się w strzały. Monroe nie wycofał się, gdy taka chwila rzeczywiście nadeszła.

Osiemnastoletni żołnierz Washingtona

W 1776 roku Monroe przerwał studia i wstąpił do Armii Kontynentalnej. Nie trafił do politycznego biura ani wygodnej administracji. Poszedł do wojska.

Służył pod dowództwem George’a Washingtona w czasie, gdy przyszłość amerykańskiej rewolucji pozostawała całkowicie niepewna. Poznał błoto, zimno, głód, strach i chaos armii, która dopiero próbowała stać się prawdziwą siłą zbrojną.

To doświadczenie odróżniało go później od wielu polityków młodej republiki. Zanim wszedł na salony dyplomacji i do najwyższych urzędów, poznał wojnę z perspektywy człowieka, który mógł zostać zabity.

Trenton i rana, która została z nim na zawsze

W grudniu 1776 roku Monroe uczestniczył w słynnym przekroczeniu rzeki Delaware i ataku na heski garnizon w Trenton. Była to jedna z najbardziej dramatycznych operacji wojny o niepodległość.

Amerykańska armia była wyczerpana, morale spadało, a rewolucja znajdowała się na granicy upadku. Washington potrzebował zwycięstwa, które pokaże żołnierzom i całemu krajowi, że walka nadal ma sens.

Podczas bitwy Monroe został ciężko ranny. Kula trafiła go w ramię i uszkodziła tętnicę. Gdyby nie szybka pomoc lekarza Johna Rikera, prawdopodobnie wykrwawiłby się na polu walki.

Monroe przeżył, ale rana pozostała z nim na zawsze. Nie znał rewolucji z pomników, rocznicowych przemówień ani wspomnień innych ludzi. Przeżył ją we własnym ciele.

James Monroe nie tylko pamiętał rewolucję. Do końca życia nosił w sobie jej fizyczny ślad.

Brandywine, Valley Forge i cena niepodległości

Monroe uczestniczył także w kolejnych kampaniach, w tym w bitwach pod Brandywine i Monmouth. Zimował z armią w Valley Forge, gdzie żołnierze cierpieli z powodu głodu, chorób, zimna i braków w podstawowym wyposażeniu.

Widział ludzi bez odpowiednich butów i mundurów. Widział chaos administracyjny, niewydolność dostaw oraz to, jak łatwo wielka idea może przegrać z brakiem jedzenia, pieniędzy i organizacji.

Było to bardzo charakterystyczne dla jego późniejszego myślenia. Mniej romantyczne niż wizje Jeffersona i mniej teoretyczne niż analizy Madisona. Bardziej praktyczne, twarde i zbudowane na przekonaniu, że państwo musi po prostu działać.

1758

Urodził się w Westmoreland County w Wirginii.

1776

Wstąpił do Armii Kontynentalnej i został ranny pod Trenton.

1794

Został amerykańskim ministrem we Francji.

1803

Pomógł wynegocjować zakup Luizjany.

1811

Został sekretarzem stanu w administracji Jamesa Madisona.

1817

Objął urząd piątego prezydenta Stanów Zjednoczonych.

1823

Ogłosił zasady znane później jako doktryna Monroe.

1831

Zmarł 4 lipca w Nowym Jorku.

Uczeń Jeffersona, ale nie jego kopia

Po zakończeniu służby wojskowej Monroe rozpoczął studia prawnicze pod kierunkiem Thomasa Jeffersona. Relacja ta miała ogromny wpływ na jego polityczne życie.

Jefferson był dla młodszych polityków kimś więcej niż nauczycielem prawa. Reprezentował określoną wizję republiki, wolności, praw stanów i obywatelskiej niezależności.

Monroe wiele od niego przejął, ale nigdy nie stał się jego kopią. Nie miał literackiego błysku Jeffersona ani zdolności tworzenia zdań, które przechodzą do historii.

Jefferson budował wielkość słowami. Monroe budował wiarygodność służbą.

Jego siłą były wytrwałość, obecność, kompetencja i gotowość do podejmowania kolejnych zadań. Często dopiero po latach widać, jak wiele najważniejszych wydarzeń pierwszych dekad republiki miało w tle właśnie jego nazwisko.

Polityczna kariera i sceptycyzm wobec Konstytucji

Monroe szybko wszedł do polityki Wirginii. Zasiadał w Virginia House of Delegates, następnie w Kongresie Konfederacji, a później w Senacie Stanów Zjednoczonych.

Nie był jednak bezrefleksyjnym zwolennikiem nowego systemu konstytucyjnego. Podczas debaty ratyfikacyjnej w Wirginii należał do krytyków Konstytucji w jej pierwotnej formie.

W tej sprawie znalazł się po przeciwnej stronie niż James Madison. Potrafili się jednak politycznie spierać, a następnie ponownie współpracować. Monroe nie przyjmował poglądów w pakiecie i nie był bezwarunkowo lojalny wobec jednej osoby.

Francja, Thomas Paine i konflikt z Washingtonem

W 1794 roku George Washington wysłał Monroe do Francji jako amerykańskiego ministra pełnomocnego. Była to jedna z najtrudniejszych placówek dyplomatycznych młodej republiki.

Rewolucyjna Francja była niestabilna, gwałtowna i podejrzliwa. Jednocześnie dla wielu amerykańskich republikanów pozostawała symbolem dalszego ciągu walki przeciw monarchii.

Monroe sympatyzował z Francuzami bardziej niż administracja Washingtona. W czasie swojej misji pomógł również Thomasowi Paine’owi, autorowi Common Sense, który trafił do francuskiego więzienia.

Misja zakończyła się jednak konfliktem politycznym. Monroe krytycznie odnosił się do traktatu Jaya z Wielką Brytanią i nie potrafił uspokoić francuskich obaw.

Administracja Washingtona uznała, że zbyt mocno identyfikuje się z francuską perspektywą i nie wykonuje wystarczająco stanowczo instrukcji własnego rządu. W końcu został odwołany.

Monroe był lojalny, ale również dumny i bardzo wrażliwy na kwestie honoru. Polityczne odwołanie traktował nie tylko jako decyzję administracyjną, lecz także jako osobiste upokorzenie.

Prawie pojedynek z Alexandrem Hamiltonem

Kwestia honoru niemal doprowadziła Monroe do pojedynku z Alexandrem Hamiltonem. W tle znajdowała się Reynolds Affair, jeden z pierwszych wielkich skandali politycznych w historii Stanów Zjednoczonych.

Monroe znalazł się wśród ludzi, którzy badali sprawę finansowych powiązań Hamiltona z Jamesem Reynoldsem. Hamilton ujawnił im, że nie popełnił korupcji, lecz miał romans z Marią Reynolds.

Materiały dotyczące sprawy później wyciekły. Hamilton podejrzewał, że odpowiedzialność ponosi Monroe. Wymiana oskarżeń stała się tak ostra, że obaj zaczęli przygotowywać się do pojedynku.

Monroe nie był awanturnikiem, ale nie należał też do ludzi, którzy łatwo wycofywali się w sprawach osobistej reputacji.

Człowiek obecny przy wszystkim

Jeśli w biografii Monroe istnieje jeden wyraźny motyw, jest nim niezwykła wszechstronność jego służby publicznej.

Był członkiem legislatury Wirginii, delegatem do Kongresu Konfederacji, senatorem, gubernatorem, dyplomatą we Francji i Wielkiej Brytanii, specjalnym wysłannikiem do Hiszpanii, sekretarzem stanu, sekretarzem wojny i prezydentem.

Nie był jedną wielką ideą ani autorem jednego przełomowego dokumentu. Był żywym połączeniem kolejnych etapów budowy amerykańskiego państwa.

Zakup Luizjany i Ameryka, która się podwoiła

Jednym z najważniejszych momentów jego kariery była misja do Francji w 1803 roku. Jefferson wysłał Monroe, aby pomógł zabezpieczyć dla USA Nowy Orlean oraz prawo do korzystania z Missisipi.

Napoleon Bonaparte miał jednak inne plany. Potrzebował pieniędzy na europejskie wojny i był gotowy sprzedać Amerykanom nie tylko miasto, ale całe ogromne terytorium Luizjany.

Monroe pojechał negocjować dostęp do jednego miasta. Pomógł wrócić z terytorium, które niemal podwoiło kraj.

Monroe oraz Robert R. Livingston wykorzystali okazję. Stany Zjednoczone kupiły Luizjanę za około 15 milionów dolarów.

Był to typowy sukces Monroe. Nie zapisał go jednym niezapomnianym zdaniem, ale dzięki skutecznemu działaniu znalazł się w centrum wydarzenia, które zmieniło przyszłość całego kontynentu.

Wielka Brytania, impressment i droga do wojny

Po misji francuskiej Monroe został wysłany do Wielkiej Brytanii. Jednym z najważniejszych problemów pozostawał impressment, czyli przymusowe wcielanie marynarzy z amerykańskich statków do brytyjskiej Royal Navy.

Dla młodej republiki nie był to tylko problem handlowy. Było to pytanie o suwerenność i o to, czy Wielka Brytania naprawdę traktuje Stany Zjednoczone jak niezależne państwo.

Monroe próbował negocjować rozwiązanie, ale zawarty przez niego traktat nie zapewniał wyraźnego zakończenia impressmentu. Jefferson odmówił nawet przedstawienia układu Senatowi.

Napięcie z Wielką Brytanią narastało, a Monroe coraz mocniej przekonywał się, że samo negocjowanie protestów może nie wystarczyć.

Sekretarz stanu i człowiek gaszący pożar państwa

W 1811 roku prezydent James Madison mianował Monroe sekretarzem stanu. Wkrótce Stany Zjednoczone weszły w wojnę z Wielką Brytanią.

Wojna 1812 roku szybko ujawniła słabość armii, finansów, dowództwa i administracji. Początkowe plany szybkiego pokonania Brytyjczyków okazały się nierealne.

Monroe coraz mocniej angażował się w prowadzenie konfliktu. Po rezygnacji sekretarza wojny Johna Armstronga przez pewien czas kierował jednocześnie Departamentem Stanu i Departamentem Wojny.

Była to sytuacja niezwykła. Jeden człowiek nadzorował zarówno stosunki zagraniczne, jak i prowadzenie wojny z największym imperium morskim świata.

Waszyngton płonie, a Monroe pozostaje w ruchu

W 1814 roku Brytyjczycy zbliżali się do Waszyngtonu. Monroe osobiście prowadził rozpoznanie ich ruchów, ostrzegał administrację i próbował ocenić kierunek ataku.

Po amerykańskiej klęsce pod Bladensburgiem Brytyjczycy wkroczyli do stolicy i podpalili najważniejsze budynki publiczne, w tym Kapitol oraz rezydencję prezydencką.

Nie wyglądał wtedy jak elegancki minister zajmujący się dokumentami. Przypominał raczej człowieka, który własnymi rękami próbuje utrzymać państwo przy życiu.

Gdy administracja Madisona znajdowała się w chaosie, Monroe po prostu pracował.

Po wojnie jego popularność wzrosła. Nie dzięki efektownemu marketingowi, lecz dzięki pamięci ludzi, którzy widzieli jego aktywność w najtrudniejszym momencie państwa.

Prezydent i początek Ery Dobrych Uczuć

Monroe wygrał wybory prezydenckie w 1816 roku i objął urząd 4 marca 1817 roku. Kraj był zmęczony wojną, ostrą partyjnością i konfliktami pierwszych dekad republiki.

Partia Federalistyczna gwałtownie słabła, a Demokratyczni Republikanie dominowali w polityce krajowej. W czasie podróży Monroe po Nowej Anglii jedna z gazet określiła ten okres mianem Ery Dobrych Uczuć.

Rzeczywistość była bardziej skomplikowana niż optymistyczna nazwa. Napięcia społeczne, gospodarcze i regionalne nie zniknęły. Monroe rozumiał jednak wagę symboli i nastroju narodowego.

Nie tylko rządził. Próbował także odbudować poczucie jedności po latach konfliktów i wojny.

Lider, który nie musiał być najbłyskotliwszy w pokoju

Jedną z największych zalet Monroe była zdolność otaczania się ludźmi kompetentnymi i ambitnymi. Nie budował gabinetu wyłącznie z osób, które miały potwierdzać jego własną wielkość.

Sekretarzem stanu został John Quincy Adams, jeden z najwybitniejszych dyplomatów swojego pokolenia. W gabinecie znaleźli się też John C. Calhoun, William H. Crawford i William Wirt.

Szczególnie ważna była współpraca Monroe z Adamsem. Razem stworzyli najważniejsze osiągnięcia polityki zagranicznej jego prezydentury.

Floryda i nowe granice Stanów Zjednoczonych

Jednym z największych sukcesów administracji Monroe był traktat Adamsa-Onísa z 1819 roku. Porozumienie między Stanami Zjednoczonymi a Hiszpanią rozwiązywało spór o Florydę i przebieg granic na kontynencie.

Hiszpania przekazała Stanom Zjednoczonym Florydę, a obie strony uzgodniły granicę rozciągającą się od Zatoki Meksykańskiej w kierunku Pacyfiku.

Stany Zjednoczone nie były już wyłącznie młodą republiką broniącą własnego istnienia. Coraz wyraźniej stawały się państwem zdolnym strategicznie porządkować swoje otoczenie.

Doktryna Monroe i nowa rola Ameryki

Najważniejszym momentem prezydentury Monroe było coroczne orędzie do Kongresu wygłoszone 2 grudnia 1823 roku.

W dokumencie znalazły się zasady, które później nazwano doktryną Monroe. Stany Zjednoczone oświadczały, że zachodnia półkula nie powinna być miejscem dalszej europejskiej kolonizacji.

Europejskie próby ingerowania w sprawy niepodległych państw obu Ameryk miały być traktowane jako zagrożenie dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. W zamian USA deklarowały, że nie będą ingerować w wewnętrzne konflikty Europy.

Ameryka mówiła Europie: zachodnia półkula nie jest już waszym nieograniczonym placem gry.

W 1823 roku Stany Zjednoczone nie miały jeszcze siły militarnej, aby samodzielnie narzucić te zasady całemu światu. Brytyjska dominacja morska pośrednio pomagała uniemożliwić europejskim mocarstwom odzyskanie dawnych kolonii.

Nie zmienia to znaczenia deklaracji. Po raz pierwszy USA tak wyraźnie przedstawiły zachodnią półkulę jako odrębną przestrzeń polityczną i własną strefę strategicznego zainteresowania.

Doktryna Monroe była większa niż ówczesna siła Ameryki. Ale zapowiadała państwo, którym Ameryka miała się stać.

W kolejnych dziesięcioleciach doktrynę interpretowano na wiele sposobów. Czasem jako ochronę niepodległych państw, a czasem jako usprawiedliwienie amerykańskiej dominacji nad zachodnią półkulą.

Panic of 1819 i koniec narodowej sielanki

Era Dobrych Uczuć nie była okresem pozbawionym kryzysów. W 1819 roku kraj został dotknięty pierwszym wielkim kryzysem gospodarczym w historii Stanów Zjednoczonych.

Spadły ceny ziemi i produktów rolnych. Banki upadały albo domagały się spłaty kredytów. Ludzie tracili gospodarstwa, majątki i oszczędności.

Prezydent miał wówczas ograniczone narzędzia bezpośredniej pomocy. Kryzys osłabił zaufanie do banków, elit finansowych i części instytucji federalnych.

Missouri i kryzys, którego nie dało się ukryć

Jeszcze groźniejszy był spór o przyjęcie Missouri do Unii. Pytanie, czy nowy stan będzie dopuszczał niewolnictwo, zachwiało równowagą polityczną między stanami wolnymi i niewolniczymi.

Konflikt pokazał, że pod powierzchnią narodowej jedności rozwija się spór zdolny kiedyś rozerwać całe państwo.

Kompromis Missouri z 1820 roku przyjął Missouri jako stan niewolniczy, a Maine jako stan wolny. Jednocześnie wyznaczono linię ograniczającą rozprzestrzenianie niewolnictwa na części terytorium zakupu Luizjany.

Monroe był prezydentem przejścia. Zamykał epokę ojców założycieli, ale jednocześnie widział już Amerykę wchodzącą w znacznie bardziej niebezpieczny konflikt regionalny.

Wolność dla państwa, niewola we własnym domu

Tak jak Washington, Jefferson i Madison, Monroe był właścicielem plantacji i zniewolonych ludzi. Jego dom, majątek i pozycja ekonomiczna zależały od systemu niewolnictwa.

Zniewoleni ludzie pracowali na jego plantacjach i towarzyszyli rodzinie również podczas pobytu w stolicy. Nie jest to poboczna ciekawostka, lecz istotna część prawdy o jego życiu.

Monroe popierał kolonizację, czyli wysyłanie wolnych Afroamerykanów do Afryki. Stolica Liberii została później nazwana Monrovią na jego cześć.

Rozwiązanie to nie opierało się jednak na wizji równego społeczeństwa wielorasowego w Stanach Zjednoczonych. Zakładało raczej, że wolni czarni Amerykanie powinni opuścić kraj.

Podobnie jak cała jego generacja, Monroe potrafił walczyć o wolność narodu, ale nie potrafił objąć tą samą wolnością wszystkich ludzi.

Ostatni człowiek starej republiki

Monroe był pod wieloma względami człowiekiem poprzedniej epoki. Nawet jako prezydent nosił stroje kojarzone z czasami rewolucji, podczas gdy moda polityczna i społeczna wyraźnie się zmieniała.

Był ostatnim prezydentem, który pamiętał walkę o niepodległość jako własne doświadczenie. Dla następnych pokoleń rewolucja miała być już historią, legendą i narodowym mitem.

Dla Monroe pozostawała wspomnieniem mrozu, krwi, ran i ludzi, którzy nie przeżyli wojny.

Trzy walki o amerykańską niezależność

Można powiedzieć, że James Monroe trzy razy uczestniczył w walce o niezależność Stanów Zjednoczonych.

Pierwszy raz jako młody żołnierz podczas wojny o niepodległość. Drugi raz jako sekretarz stanu i wojny w czasie konfliktu z Wielką Brytanią w latach 1812–1815.

Trzeci raz jako prezydent, gdy doktryna Monroe ogłosiła, że zachodnia półkula nie powinna ponownie stać się miejscem europejskiej kolonizacji i politycznej dominacji.

Ostatnie lata i śmierć 4 lipca

Po zakończeniu prezydentury Monroe wrócił do Wirginii. Jego sytuacja finansowa była trudna, a lata służby publicznej nie zapewniły mu trwałego bezpieczeństwa ekonomicznego.

Po śmierci żony Elizabeth przeniósł się do Nowego Jorku, gdzie mieszkał z córką. Zmarł 4 lipca 1831 roku.

Miał 73 lata. Jego śmierć zamykała kolejną część epoki pokolenia, które najpierw stworzyło niepodległość, a później przez dziesięciolecia próbowało zamienić rewolucję w działające państwo.

Człowiek, który był przy wszystkim

James Monroe nie był najgenialniejszym pisarzem swojej epoki. Nie był najbardziej olśniewającym myślicielem i nie miał charyzmy, która pozwalałaby mu dominować nad każdym pomieszczeniem.

Był jednak jednym z najbardziej kompletnych ludzi państwa, jakich wydała pierwsza Ameryka. Żołnierzem, prawnikiem, gubernatorem, senatorem, ambasadorem, sekretarzem stanu, sekretarzem wojny i prezydentem.

Monroe nie stworzył jednego wielkiego dokumentu. Pomagał jednak utrzymać całe państwo przy życiu.

Nie napisał Deklaracji jak Jefferson. Nie zaprojektował systemu jak Madison. Nie unosił się nad republiką jak Washington. Ale był obecny przy niemal każdym kluczowym etapie jej rozwoju.

Walczył w rewolucji, pomagał podwoić terytorium kraju, próbował rozwiązać konflikt z Wielką Brytanią, zarządzał wojną, odbudowywał administrację, przejął Florydę i ogłosił zasady, które na pokolenia wpłynęły na amerykańską politykę zagraniczną.

Jego dziedzictwo pozostaje pełne sprzeczności. Człowiek narodowej wolności był właścicielem niewolników. Prezydent Ery Dobrych Uczuć rządził krajem, w którym narastały konflikty prowadzące później do wojny secesyjnej.

Bo James Monroe nie był tylko piątym prezydentem Stanów Zjednoczonych. Był ostatnim wielkim łącznikiem między rewolucją a nową Ameryką. Człowiekiem, który pamiętał zapach prochu, widział płonącą stolicę i uczestniczył w tworzeniu państwa zdolnego samodzielnie określić swoje miejsce na świecie. Nie był jedną wielką legendą. Był czymś bardziej praktycznym: człowiekiem, który urząd po urzędzie, misja po misji i kryzys po kryzysie pomagał utrzymać Amerykę przy życiu, aż zaczęła przypominać prawdziwe państwo.