Wyobraźmy sobie wodopój na afrykańskiej sawannie.
Wokół panuje cisza. Antylopy ostrożnie zbliżają się do wody. Niedaleko pojawia się żyrafa, guziec, zebra albo nosorożec. Każde zwierzę rozgląda się uważnie, ponieważ w wysokiej trawie może ukrywać się lew.
Nagle słychać ryk króla zwierząt.
Część mieszkańców sawanny podnosi głowy. Niektóre odsuwają się od wody. Inne próbują ustalić, z którego kierunku dochodzi zagrożenie.
Po chwili rozlega się jednak inny dźwięk.
Nie jest to ryk, warczenie ani odgłos wystrzału. To zwyczajna ludzka rozmowa. Kilka spokojnie wypowiadanych zdań, jakich można byłoby posłuchać podczas spaceru albo spotkania przy kawie.
Reakcja zwierząt okazuje się znacznie gwałtowniejsza.
Zebry uciekają. Żyrafy oddalają się od wodopoju. Antylopy rzucają się do biegu. Nawet słonie i nosorożce, czyli jedne z największych i najpotężniejszych zwierząt lądowych na świecie, wycofują się szybciej niż po usłyszeniu lwa.
Okazuje się, że najbardziej przerażającym dźwiękiem afrykańskiej sawanny nie jest ryk drapieżnika.
Jest nim głos człowieka.





Dodaj komentarz