Najpierw tysiące zachorowań związanych z sałatą z Meksyku i cyklosporozą. Teraz Salmonella w jalapeño z Sinaloa oraz wycofywanie sals, guacamole i innych gotowych produktów z największych amerykańskich sieci. Pytanie staje się coraz bardziej zasadne: skoro problem powraca, dlaczego Stany Zjednoczone są aż tak uzależnione od importowanej żywności z Meksyku?
Taylor Fresh Foods rozpoczęło kolejną dużą akcję wycofywania produktów ze sklepów. Tym razem chodzi o gotowe produkty zawierające jalapeño — między innymi salsy, guacamole, dipy i kanapki — sprzedawane pod różnymi markami w sieciach takich jak Walmart, Target, Whole Foods, Trader Joe’s, Kroger czy Hannaford. Produkty trafiły do centrów dystrybucyjnych w 26 stanach, w tym Illinois i Wisconsin, a część posiada termin „Best If Used By” sięgający 16 sierpnia 2026 roku.
Powodem jest możliwe skażenie bakterią Salmonella. Jalapeño używane do produkcji pochodziło z Sinaloa w Meksyku i zostało sprowadzone przez Coast Citrus Distributors. Taylor Farms poinformowało, że przestało już korzystać z dostaw od wskazanego producenta. Firma zaznacza jednocześnie, że do tej pory nie zna przypadków zachorowań bezpośrednio powiązanych z jej wycofanymi gotowymi produktami.
FDA i CDC prowadzą obecnie dochodzenie dotyczące ogólnokrajowego ogniska Salmonella Javiana powiązanego ze świeżymi papryczkami jalapeño z Sinaloa.
Według danych FDA na 5 sierpnia zakażenie potwierdzono u 345 osób w 27 stanach, a 36 osób trafiło do szpitala. Spośród 191 przesłuchanych chorych aż 177, czyli 93 procent, jadło wcześniej w restauracji typu meksykańskiego. Jalapeño z objętego dochodzeniem łańcucha dostaw trafiało między innymi do Chipotle i QDOBA. FDA wskazała wspólnego producenta z Sinaloa jako prawdopodobne źródło epidemii.
I można byłoby uznać to za pojedynczy wypadek, gdyby nie to, co wydarzyło się zaledwie kilka tygodni wcześniej.
Sałata z Meksyku i ponad 6 tysięcy przypadków cyklosporozy
W lipcu FDA rozpoczęła dochodzenie w sprawie Cyclospora związanej z sałatą lodową pochodzącą z centralnego Meksyku i dostarczaną przez Taylor Farms de Mexico.
Według aktualizacji z 5 sierpnia ognisko objęło już 6 358 zgłoszonych zachorowań w 15 stanach, co najmniej 278 hospitalizacji i dwa zgony w Michigan. FDA podkreśla, że osoby zmarłe miały poważne wcześniejsze problemy zdrowotne, które mogły zostać pogorszone przez chorobę i odwodnienie.
Warto przy tym zachować precyzję: jedno laboratoryjne badanie sałaty, początkowo uznane za dodatnie, okazało się wynikiem fałszywie pozytywnym. FDA zaznaczyła jednak jednoznacznie, że nie zmieniło to wyników dochodzenia epidemiologicznego i śledzenia łańcucha dostaw, które nadal wskazują na sałatę Taylor Farms pochodzącą od producentów z centralnego Meksyku.
A więc w odstępie zaledwie kilku tygodni mamy dwa ogromne alarmy: cyklosporoza i sałata z Meksyku, następnie Salmonella i jalapeño z Meksyku.
Trudno nie zadać pytania: czy naprawdę nie powinniśmy dokładniej przyjrzeć się temu, jak ogromna część amerykańskiego rynku świeżej żywności została uzależniona od dostaw zza południowej granicy?
To nie pierwszy raz. Meksykańskie produkty już wcześniej wywoływały poważne epidemie
Historia pokazuje, że problem nie zaczął się w 2026 roku.
W 2015 roku ognisko Salmonelli związane z importowanymi ogórkami doprowadziło w USA do 907 zachorowań w 40 stanach, 204 hospitalizacji i sześciu zgonów. Dochodzenie dotyczyło ogórków importowanych z Meksyku.
Jeszcze ciekawsze są późniejsze badania FDA. Agencja przebadała 1 049 próbek ogórków z Meksyku i Salmonellę wykryła w 17, czyli około 1,62 proc. próbek. FDA zastrzegła, że program pobierania próbek nie został zaprojektowany do bezpośredniego porównywania krajów, więc liczby tej nie należy traktować jako ogólnego „wskaźnika bezpieczeństwa meksykańskiej żywności”. Jest jednak konkretnym przykładem wykrywania patogenu w imporcie.
W 2023 roku kolejna wielka epidemia Salmonelli została powiązana z kantalupami oznaczonymi jako produkt Meksyku. Bilans: 407 zachorowań, 158 hospitalizacji i sześć zgonów w 44 stanach.
W 2024 roku Salmonella powróciła w ogórkach pochodzących z Sonory w Meksyku. FDA podała 113 przypadków w 23 stanach oraz 28 hospitalizacji. Dochodzenie epidemiologiczne i analiza łańcucha dostaw wskazały właśnie te ogórki jako źródło zachorowań.
Osobny rozdział stanowią papaje. FDA podaje, że między 2011 a 2019 rokiem wraz z CDC badała osiem ognisk Salmonelli związanych z importowanymi papajami. Problem był na tyle poważny, że FDA wprowadziła specjalny Import Alert dotyczący świeżych papaj z Meksyku.
Jeszcze w 2011 roku podczas ukierunkowanego badania papaj importowanych z Meksyku Salmonellę wykryto w 33 z 211 próbek — 15,6 proc. Nie można przenosić tego wyniku na całą dzisiejszą żywność z Meksyku, ale skala ówczesnego problemu tłumaczy, dlaczego FDA zdecydowała się na nadzwyczajne kontrole tej kategorii produktów.
Cyclospora? To również nie jest nowy problem
Jeszcze mocniej brzmi historia kolendry z meksykańskiego stanu Puebla.
Po seriach ognisk cyklosporozy w latach 2012–2015 FDA stwierdziła, że jest „wyjątkowo mało prawdopodobne”, aby powtarzające się problemy były wyłącznie pojedynczymi, odizolowanymi przypadkami skażenia. Agencja wykrywała pasożyta Cyclospora w kolendrze pochodzącej od wielu przedsiębiorstw i uznała, że problem obejmował więcej niż jedną farmę czy pakowalnię.
W rezultacie wprowadzono specjalne sezonowe ograniczenia dotyczące kolendry z Puebla.
To istotne, bo pokazuje, że dzisiejsza cyklosporoza związana z sałatą nie pojawia się w historycznej próżni.
Dlaczego więc Ameryka nadal sprowadza tyle żywności z Meksyku?
Odpowiedź jest prosta: skala uzależnienia jest ogromna.
Według samej FDA około jednej trzeciej całej importowanej do USA żywności podlegającej regulacjom FDA pochodzi z Meksyku. Co jeszcze ważniejsze, Meksyk odpowiada za około 60 procent importowanych przez USA owoców i warzyw.
To tłumaczy, dlaczego Meksyk tak często pojawia się również w dochodzeniach dotyczących bezpieczeństwa żywności: po prostu wysyła do Stanów Zjednoczonych gigantyczną ilość produktów.
I trzeba powiedzieć uczciwie: nie oznacza to, że meksykańska żywność jako całość jest niebezpieczna. Surowe liczby dotyczące epidemii bez uwzględnienia ogromnej skali importu mogą być mylące.
Ale dokładnie ta sama skala jest argumentem za jeszcze ostrzejszą kontrolą, a nie za przymykaniem oka.
Jeśli 60 procent importowanych owoców i warzyw pochodzi z jednego państwa, bezpieczeństwo tamtejszych gospodarstw, wody używanej do nawadniania, pakowalni i całego łańcucha dostaw staje się kwestią bezpieczeństwa żywnościowego Stanów Zjednoczonych.
Ile razy musi zapalić się czerwona lampka?
Papaje. Kolendra. Ogórki. Kantalupy. Sałata. Jalapeño.
To nie znaczy, że należy jutro zamknąć granicę dla całej meksykańskiej żywności. Byłoby to gospodarczo kosztowne i uderzyłoby także w amerykańskich konsumentów.
Ale konserwatywna polityka „America First” powinna również oznaczać America Safe First.
Jeżeli dany region, gospodarstwo albo typ produktu wielokrotnie pojawia się w dochodzeniach dotyczących Salmonelli czy Cyclospory, standard nie powinien brzmieć: „wpuszczamy, dopóki ktoś nie zachoruje”.
Powinien brzmieć: najpierw udowodnij, że produkt spełnia amerykańskie normy bezpieczeństwa — dopiero później otrzymujesz dostęp do amerykańskiego rynku.
Potrzebne są częstsze kontrole u źródła, intensywniejsze testowanie na granicy, pełna identyfikowalność gospodarstw i zdecydowane wstrzymywanie importu od producentów, którzy nie są w stanie zagwarantować odpowiednich standardów sanitarnych.
A równocześnie Waszyngton powinien zadać jeszcze jedno pytanie: dlaczego kraj posiadający jedne z najlepszych terenów rolniczych świata pozwolił sobie na tak głębokie uzależnienie od zagranicznych dostaw podstawowych świeżych produktów?
Cena nie może być jedynym kryterium. W przypadku żywności chodzi również o zdrowie milionów Amerykanów i odporność całego krajowego łańcucha dostaw.
W kilku dobrze udokumentowanych przypadkach związanych z produktami pochodzącymi z Meksyku mamy: 907 zachorowań po ogórkach w 2015 r.; 407 po kantalupach w 2023 r.; 113 po ogórkach w 2024 r.; obecnie 6 358 przypadków cyklosporozy w dochodzeniu dotyczącym sałaty oraz 345 zakażeń Salmonellą związanych z jalapeño.
To razem ponad 8 tysięcy zgłoszonych zachorowań tylko w tych kilku wybranych wydarzeniach. Nie jest to jednak statystyczny „odsetek niebezpiecznej żywności z Meksyku” — do takiego wyliczenia potrzebowalibyśmy porównywalnej liczby wszystkich dostaw, próbek i konsumpcji z każdego kraju.
Mimo tego powtarzalność problemów jest wystarczającym powodem, aby dyskusję o bezpieczeństwie importowanej żywności traktować znacznie poważniej.





Dodaj komentarz