CNN krzyczy o wolności prasy. Kilka lat temu chciało ograniczać Fox News
Donald Trump zrobił to, czym od lat groził. 18 września 2026 roku ogłosił, że CNN, MS NOW – dawniej MSNBC – oraz Politico zostają pozbawione dostępu do Białego Domu. Dzień później nie była to już tylko deklaracja. Reporterzy wszystkich trzech redakcji poinformowali, że ich przepustki zostały dezaktywowane, a część z nich skonfiskowano przy wejściu. Trump […]

Donald Trump zrobił to, czym od lat groził. 18 września 2026 roku ogłosił, że CNN, MS NOW – dawniej MSNBC – oraz Politico zostają pozbawione dostępu do Białego Domu. Dzień później nie była to już tylko deklaracja. Reporterzy wszystkich trzech redakcji poinformowali, że ich przepustki zostały dezaktywowane, a część z nich skonfiskowano przy wejściu. Trump uzasadnił decyzję tym, że media te jego zdaniem regularnie publikują „fake news”.
CNN odpowiedziało natychmiast. Stacja nazwała decyzję „nielegalnym atakiem” na konstytucyjnie chronioną wolność prasy. Politico zapowiedziało obronę swoich praw wynikających z Pierwszej Poprawki, podobne stanowisko zajęło MS NOW. Sprawa niemal na pewno będzie miała dalszy ciąg prawny, bo czym innym jest krytykowanie stacji telewizyjnej, a czym innym decyzja władz federalnych o odebraniu jej dziennikarzom dostępu do Białego Domu.
To jednak nie kończy dyskusji. Wręcz przeciwnie. Bo kiedy dzisiaj CNN przedstawia dostęp swoich reporterów do Białego Domu jako fundamentalną zasadę wolności prasy, warto przypomnieć, jak podobna rozmowa wyglądała kilka lat wcześniej, gdy prezydentem był Joe Biden, a problemem dla części środowiska medialnego był Fox News.
CNN w 2021 roku: czy Fox powinien mieć dostęp?
14 marca 2021 roku Brian Stelter prowadził w CNN program „Reliable Sources”. Rozmowa dotyczyła Fox News i jego roli politycznej. Stelter powiedział, że skoro Fox staje się coraz bardziej „politycznym narzędziem”, pojawia się pytanie, czy stacja powinna nadal być częścią White House press pool i czy powinna korzystać z przywilejów związanych z dostępem dziennikarskim.
To nie jest interpretacja wpisu z mediów społecznościowych ani wyrwany z kontekstu mem. Tak brzmi oficjalny zapis programu CNN.
Gość Steltera, krytyk medialny David Zurawik, odpowiedział, że taka dyskusja rzeczywiście powinna się odbyć. Poszedł jeszcze dalej, sugerując między innymi, że Fox nie powinien być dopuszczany na pokład Air Force One.
Dzisiaj, gdy podobny mechanizm dotyka samego CNN, język jest już zupełnie inny.
Biden, Fox News i konferencja bez pytania dla stacji
Jest również konkretny przykład z samego Białego Domu Bidena.
25 marca 2021 roku Joe Biden przeprowadził swoją pierwszą formalną konferencję prasową jako prezydent. Odpowiedział na pytania dziesięciu reporterów. Wśród wywołanych znalazły się między innymi CNN, CBS, NBC, ABC, PBS, Washington Post, Bloomberg i Associated Press.
Fox News pytania nie otrzymał.
Co więcej, „Washington Post” zwracał wtedy uwagę, że Fox był jedyną z głównych sieci telewizyjnych, której reporter nie został wywołany. Peter Doocy z Fox News znajdował się w sali.
Następnego dnia Doocy zapytał rzeczniczkę Jen Psaki o sposób wybierania reporterów. Powiedział, że Fox był jedynym członkiem pięciu głównych stacji tworzących telewizyjny pool, który – według jego obserwacji – nie pojawiał się na przygotowywanych dla Bidena listach reporterów do wywołania.
Nie oznacza to, że administracja Bidena wyrzuciła Fox News z Białego Domu. Nie zrobiła tego. Fox nadal posiadał swoich korespondentów i uczestniczył w briefingach, a Doocy wielokrotnie później zadawał Bidenowi pytania.
Ale pokazuje to, że napięcia pomiędzy administracją a niewygodnymi dla niej mediami nie rozpoczęły się wczoraj.
442 mniej stałych przepustek za Bidena – ale tutaj potrzebne jest ważne wyjaśnienie
W 2023 roku administracja Bidena zmieniła również zasady wydawania stałych przepustek do Białego Domu. Liczba aktywnych tzw. hard passes spadła z 1 417 do 975, czyli o 442.
Ta liczba jest prawdziwa. Administracja Bidena wprowadziła nowe ogólne kryteria dotyczące odnawiania przepustek. Według Białego Domu około 40 proc. dotychczasowych posiadaczy hard pass nie odwiedziło kompleksu przez poprzednie 90 dni. Dziennikarze bez stałej przepustki nadal mogli ubiegać się o przepustki jednodniowe, a dostępne dane wskazywały, że tylko jeden złożony wniosek o hard pass został formalnie odrzucony.
CNN i MSNBC same decydowały, że widz nie musi słuchać Trumpa do końca
Jest jeszcze drugi wymiar całej sprawy – decyzje podejmowane nie przez rząd, lecz przez same redakcje.
31 maja 2024 roku Donald Trump przemawiał dzień po ogłoszeniu werdyktu w jego nowojorskim procesie. CNN transmitowało wystąpienie przez mniej więcej połowę, po czym przerwało relację. Niedługo później zrobiło to samo MSNBC.
Obie stacje przeszły do komentowania i sprawdzania wypowiedzi Trumpa. Do transmisji już nie wróciły. Fox News i Newsmax pokazały całe około 40-minutowe wystąpienie. Associated Press opisywała wtedy te różnice w podejściu amerykańskich telewizji do Trumpa.
CNN tłumaczyło, że kiedy dalsze pokazywanie wypowiedzi Trumpa na żywo przestało – zdaniem redakcji – przedstawiać odpowiednią wartość informacyjną, stacja przeszła do innych materiałów, w tym do weryfikacji jego twierdzeń. MSNBC w innych przypadkach w ogóle rezygnowało z transmitowania części jego wystąpień.
Stacja telewizyjna ma oczywiście prawo podejmować takie decyzje. To właśnie jest redakcyjna kontrola nad własną anteną. CNN nie ma obowiązku transmitować każdego słowa prezydenta czy kandydata.
Ale odbiorca także ma prawo zauważyć konsekwencje takiego modelu. Jeżeli medium decyduje, kiedy polityk może mówić bezpośrednio do widza, kiedy transmisję należy przerwać, a kiedy jego słowa najpierw powinien „przetłumaczyć” panel komentatorów, przestaje być wyłącznie neutralnym przewodem pomiędzy wydarzeniem a odbiorcą. Dokonuje wyboru, co odbiorca zobaczy i w jakim kontekście to zobaczy.
Charlottesville – przykład, dlaczego pełny kontekst ma znaczenie
Dobrym przykładem jest wieloletni spór o słowa Trumpa po wydarzeniach w Charlottesville w 2017 roku.
Przez lata funkcjonował skrót mówiący, że Trump określił neonazistów i białych nacjonalistów mianem „bardzo dobrych ludzi”.
Problem polega na tym, że pełny zapis konferencji zawiera również zdanie Trumpa, w którym jednoznacznie mówi, że nie odnosi tego określenia do neonazistów i białych nacjonalistów oraz że grupy te należy „całkowicie potępić”. Pełny kontekst potwierdzają zarówno transkrypcja rozmowy, jak i późniejsze analizy fact-checkingowe.
Nie oznacza to, że wszystkie wypowiedzi Trumpa dotyczące Charlottesville były bezsporne. Jego twierdzenia o odpowiedzialności „obu stron” oraz opis uczestników demonstracji wywoływały i nadal wywołują uzasadnioną debatę.
Ale czym innym jest krytykowanie tego, co polityk rzeczywiście powiedział, a czym innym budowanie przekazu na skrócie pomijającym zdanie, które bezpośrednio zmienia znaczenie przypisywane jego słowom.
Najważniejszy problem jest większy niż CNN i większy niż Trump
I tu dochodzimy do sedna.
Można jednocześnie uważać, że administracja Trumpa powinna zostać poddana kontroli sądowej za odebranie dostępu konkretnym redakcjom i wskazywać na hipokryzję części środowiska medialnego, które kilka lat wcześniej dużo swobodniej rozmawiało o ograniczaniu dostępu konkurencji.
Jedno nie wyklucza drugiego.
W Stanach Zjednoczonych problemem nie jest już wyłącznie spór CNN kontra Trump, Fox kontra Demokraci czy MSNBC kontra Republikanie. Granica pomiędzy informacją, komentarzem, aktywizmem i politycznym show od dawna jest coraz bardziej rozmyta.
Reporterzy i prezenterzy stają się markami osobistymi. Programy informacyjne coraz częściej budowane są wokół konfliktu. Stacje wybierają, które wydarzenia pokazać, które przerwać, które sprawdzić na żywo, a którym pozwolić wybrzmieć bez komentarza. Konkurenci po obu stronach politycznego sporu oskarżają się wzajemnie o propagandę, jednocześnie znacznie łagodniej oceniając podobne praktyki własnego obozu.
Dlatego warto stosować jedną zasadę do wszystkich.
Jeżeli dostęp niezależnych mediów do Białego Domu jest fundamentalną wartością, powinien być nią również wtedy, gdy reporter pracuje dla stacji, której poglądów nie znosimy.
Jeżeli manipulowanie kontekstem jest złe, powinno być złe niezależnie od tego, czy jego ofiarą jest Donald Trump, Joe Biden czy ktokolwiek inny.
Jeżeli media domagają się prawa do kontrolowania władzy, społeczeństwo ma dokładnie takie samo prawo kontrolować media – sprawdzać ich nagłówki, porównywać relacje, wracać do pełnych transkrypcji i wyciągać własne wnioski.
Wolność prasy jest zbyt ważna, żeby traktować ją jak broń używaną tylko wtedy, gdy polityczna wojna dotyka naszej własnej redakcji.
Brief AmerykaPL
Najważniejsze wiadomości z USA, Chicago, Polski i świata. Krótko, konkretnie i po polsku.








Dodaj komentarz