Taśmy Kołodziejczaka.
Rutkowski nie zastąpi odpowiedzi
Dwie byłe współpracownice, poważne oskarżenia i opublikowane rozmowy. Michał Kołodziejczak odrzuca zarzuty, Koalicja Obywatelska zawiesza go w prawach członka klubu, a u jego boku pojawia się Krzysztof Rutkowski. Tyle że kolejna konferencja przed kamerami nie wyjaśnia tego, co opisują kobiety.
Opisane poniżej oskarżenia pochodzą z relacji kobiet i publikacji medialnych. Kołodziejczak im zaprzecza. Określenie „zarzuty” oznacza w tym tekście publiczne oskarżenia, a nie potwierdzone postawienie zarzutów przez prokuraturę.
Michał Kołodziejczak, poseł wybrany z list Koalicji Obywatelskiej i były wiceminister rolnictwa, znalazł się w centrum afery po publikacjach Kanału Zero. W materiale Moniki Krześniak dwie kobiety, które wcześniej z nim współpracowały, opisały zachowania obejmujące agresję, poniżanie, groźby i przemoc fizyczną. Polityk określił oskarżenia jako pomówienia. Według redakcji podczas próby rozmowy w Sejmie nie odniósł się szczegółowo do przedstawionych relacji. [1]
Co zarzucają mu byłe współpracownice?
Jedna z kobiet opisała znajomość, która przekształciła się w relację intymną. Twierdzi, że Kołodziejczak ją uderzył i namawiał do zażycia substancji przedstawianej przez niego jako kokaina. Według jej relacji po jej przyjęciu czuła się bardzo źle i obawiała się o życie. Kobieta zaznaczyła jednak, że nie potrafi potwierdzić, czym rzeczywiście była ta substancja. [1]
Druga rozmówczyni mówiła o zastraszaniu i poniżaniu podczas pracy w Agrounii. Opisała sytuację, w której polityk miał rzucić obok niej puszką, następnie sięgnąć po nóż i zasugerować, że gdyby chciał, trafiłby w nią. To relacja byłej współpracownicy, a nie ustalenie sądu. W obu opowieściach powtarzają się oskarżenia o wybuchy złości, wyzwiska i atmosferę strachu. [1]
Taśmy: narkotyki, intymne nagrania i pieniądze
Sprawa nie ogranicza się do wypowiedzi kobiet przed kamerą. Kanał Zero udostępnił również nagrania rozmów telefonicznych. W jednym z nich rozmówczyni wypomina Kołodziejczakowi proponowanie narkotyków mimo wielokrotnych odmów. Mówi też o swoim stanie psychicznym i zdiagnozowanym PTSD. To jej wypowiedź, a nie niezależna medyczna ocena związku pomiędzy zdrowiem a zachowaniem polityka. [2]
W drugim opublikowanym fragmencie kobieta zarzuca mu, że mówił o posiadaniu nagrań ich kontaktów seksualnych. Według opisu i cytowanych przez Zero.pl wypowiedzi Kołodziejczak pyta, czego od niego oczekuje, i wymienia kwoty 10, 20 oraz 30 tysięcy złotych. [2]
„10, 20, 30 tys. złotych”
Fragment wypowiedzi przypisanej Kołodziejczakowi w opublikowanej rozmowie, przytoczony przez Zero.pl. [2]To fragment wymagający konkretnego wyjaśnienia. Samo wymienienie pieniędzy nie rozstrzyga jeszcze, czy chodziło o zapłatę za milczenie. Nie potwierdza też istnienia intymnych nagrań. Jednak polityk powinien jasno wyjaśnić kontekst tej rozmowy. Ogólne odrzucenie wszystkich oskarżeń pozostawia najważniejsze pytania bez odpowiedzi.
KO zawiesza posła. To nie koniec sprawy
10 października rzeczniczka klubu KO Dorota Łoboda poinformowała o zawieszeniu Kołodziejczaka w prawach członka. Klub potępił zachowania przedstawione w materiałach i zadeklarował solidarność z poszkodowanymi kobietami. Zawieszenie w klubie nie oznacza utraty mandatu poselskiego. [3]
Katarzyna Kotula zaapelowała o zajęcie się sprawą przez prokuraturę i usunięcie polityka z klubu KO. Jej reakcja pokazuje, że publikacje wywołały oburzenie również po stronie obozu rządzącego. [4]
Kołodziejczak sięga po Rutkowskiego
11 października Kołodziejczak pojawił się przed łódzką delegaturą ABW w towarzystwie Krzysztofa Rutkowskiego. Rutkowski oświadczył, że reprezentuje posła, a polityk zgłosił się do niego w związku ze sprawą już 4 września. Według relacji mediów przekazał również informację o zawiadomieniu na policji dotyczącym jednej z kobiet i określanego przez niego jako „patostreaming” zachowania. [5]
Zero.pl informowało także o wątku podejrzenia nielegalnego nagrywania rozmów telefonicznych. To stanowisko strony Kołodziejczaka; sama publikacja nie dowodzi, że nagrywanie było nielegalne. Publicznie potwierdzona jest współpraca z Rutkowskim, natomiast przywołane materiały nie podają warunków umowy ani wysokości ewentualnego wynagrodzenia. [6]
Rutkowski przekonywał ponadto, że poseł wcześniej nie chciał podejmować działań przeciwko kobietom z powodu swojego „dobrego serca”. [5] Przy tak poważnych oskarżeniach brzmi to jak argument wizerunkowy. Nie wyjaśnia ani relacji byłych współpracownic, ani treści opublikowanych rozmów.
Specjalista od interwencji nie odbuduje zaufania za posła
Najbardziej uderza rozbieżność między ciężarem oskarżeń a jakością publicznej odpowiedzi. Kobiety przedstawiają konkretne sytuacje. W nagraniach pojawiają się konkretne słowa i kwoty. Tymczasem odpowiedź polityka zaczęła się od ogólnego odrzucenia oskarżeń, a teraz towarzyszą jej wystąpienia Rutkowskiego i zawiadomienia dotyczące drugiej strony.
W mojej ocenie taki sposób reagowania przenosi uwagę z zachowania posła na osoby, które o nim opowiadają, oraz na sposób ujawnienia rozmów. Wyborcy powinni jednak otrzymać odpowiedź na treść materiałów. Czy przytoczone wypowiedzi są autentyczne? Jaki był kontekst rozmowy o pieniądzach? Jak Kołodziejczak wyjaśnia opisane przez kobiety sytuacje? Jeżeli materiał jest nierzetelny, powinien wskazać konkretne przekłamania.
Koalicja Obywatelska również nie może uznać zawieszenia za zakończenie tematu. Polityczna odpowiedzialność obejmuje wyjaśnienie sprawy i konsekwentne stosowanie standardów wobec własnego posła. Deklaracje o sprzeciwie wobec przemocy mają wartość wtedy, gdy idą za nimi działania, także w sprawach niewygodnych dla własnego środowiska.
Kołodziejczak może wystąpić przed kolejnymi kamerami z Rutkowskim u boku. Wiarygodność będzie jednak odbudowywał własnymi, sprawdzalnymi odpowiedziami. Do tego żaden wynajęty specjalista go nie zastąpi.
Kontynuuj odkrywanie
Brief AmerykaPL
Najważniejsze wiadomości z USA, Chicago, Polski i świata. Krótko, konkretnie i po polsku.






Dodaj komentarz