Felieton 2.0: Zanim kula na Times Square odliczała Nowy Rok, pomagała marynarzom nie zgubić się na oceanie

STRONA GŁÓWNA

Każdego 31 grudnia miliony ludzi obserwują, jak rozświetlona kula na Times Square powoli opada, odmierzając ostatnie sekundy starego roku.

Dzisiaj ten widok kojarzy się z koncertami, konfetti i szampanem. Niewiele osób wie jednak, że nowojorska tradycja wywodzi się z urządzenia, które miało znacznie poważniejsze zadanie.

Kule czasu pomagały marynarzom ustawiać chronometry, obliczać długość geograficzną i bezpiecznie prowadzić statki przez oceany.

Zanim pojawiły się radio, GPS i zegary atomowe, spadająca kula mogła przekazać całemu portowi dokładną godzinę.

Dlaczego marynarze potrzebowali dokładnego czasu?

Na morzu stosunkowo łatwo można było ustalić szerokość geograficzną, obserwując położenie Słońca lub gwiazd.

Znacznie trudniej było określić, jak daleko statek znajduje się na wschód albo zachód.

Do obliczenia długości geograficznej należało porównać lokalne południe z czasem w ustalonym punkcie odniesienia, najczęściej w Greenwich. Ziemia obraca się o 360 stopni w ciągu 24 godzin, dlatego godzina różnicy oznacza około 15 stopni długości geograficznej.

Warunek był jeden: zegar na statku musiał działać niezwykle precyzyjnie.

Chronometry morskie były jednym z największych osiągnięć XVIII-wiecznej techniki, lecz nawet one mogły każdego dnia spieszyć się lub spóźniać o niewielki ułamek sekundy. Przed wypłynięciem kapitan musiał więc sprawdzić ich tempo chodu i wprowadzić poprawki.

Najpierw robiono to, przynosząc zegar do obserwatorium. Było to niewygodne i ryzykowne, ponieważ chronometry były drogie oraz bardzo delikatne.

Później zaczęto wykorzystywać armaty.

O określonej godzinie oddawano strzał, a marynarze ustawiali zegary po usłyszeniu huku. Problem polegał na tym, że dźwięk nie docierał do wszystkich jednocześnie. Statek stojący kilka kilometrów od działa słyszał wystrzał kilka sekund później.

Potrzebny był sygnał wizualny, widoczny z daleka i niemal natychmiastowy.

W 1829 roku kapitan brytyjskiej Royal Navy Robert Wauchope przeprowadził w Portsmouth eksperyment z pierwszą kulą czasu.

Na wysokim maszcie umieszczono dwie kule. Jedna pozostawała nieruchoma, a druga mogła być podnoszona i opuszczana.

Na kilka minut przed wyznaczoną godziną ruchomą kulę podnoszono na szczyt. Marynarze kierowali w jej stronę lunety i przygotowywali chronometry.

W odpowiednim momencie mechanizm zwalniano.

Najważniejsza nie była chwila, w której kula dotarła na dół. Dokładną godzinę wskazywał sam początek jej ruchu.

Rozwiązanie było proste, wyraźne i znacznie dokładniejsze od huku armaty. Kapitan nie musiał schodzić na ląd ani przenosić zegara. Wystarczyło spojrzeć na maszt.

Wauchope przewidywał, że z czasem podobne urządzenia pojawią się we wszystkich ważnych portach.

Miał rację.

Greenwich przekazuje czas światu

W 1833 roku kulę czasu uruchomiło Królewskie Obserwatorium w Greenwich. Urządzenie działa tam do dzisiaj i jest najstarszą funkcjonującą kulą czasu na świecie.

Kula opada o godzinie 13:00.

Nie wybrano południa, ponieważ właśnie wtedy astronomowie byli zajęci obserwowaniem przejścia Słońca przez lokalny południk i sprawdzaniem zegarów obserwatorium. Godzina pierwsza po południu dawała im czas na zakończenie pomiarów.

Skąd obserwatorium znało dokładną godzinę?

Astronomowie obserwowali Słońce oraz gwiazdy przechodzące przez południk. Porównywali ich pozycje z tablicami astronomicznymi i na tej podstawie korygowali główne zegary.

Kula nie mierzyła więc czasu. Była jedynie sposobem jego publicznego przekazywania.

Informacja wędrowała od gwiazd, przez teleskop i zegar obserwatorium, aż do marynarza stojącego na pokładzie statku.

W kolejnych dekadach podobne urządzenia pojawiły się między innymi w Australii, Nowej Zelandii, Afryce Południowej, Azji, Ameryce Południowej i Stanach Zjednoczonych.

Kule czasu i narodziny nowoczesnego miasta

Wraz z rozwojem telegrafu kule można było uruchamiać za pomocą sygnału elektrycznego wysyłanego z odległego obserwatorium.

W Stanach Zjednoczonych urządzenia instalowano na dachach wysokich budynków, wieżach i kościelnych iglicach. Impuls z Obserwatorium Marynarki Wojennej w Waszyngtonie zwalniał mechanizm dokładnie o ustalonej godzinie.

Kule czasu służyły już nie tylko statkom.

Mieszkańcy ustawiali według nich zegarki. Zegarmistrzowie sprawdzali swoje mechanizmy. Koleje, fabryki i przedsiębiorstwa coraz bardziej potrzebowały wspólnego, dokładnego czasu.

Wcześniej każde miasto mogło posługiwać się własnym południem wyznaczanym na podstawie położenia Słońca. Różnice kilku minut nie miały większego znaczenia, gdy ludzie podróżowali pieszo lub konno.

Kolej i telegraf wszystko zmieniły.

Pociągi musiały odjeżdżać według rozkładów. Firmy otwierały się o określonych godzinach. Tysiące pracowników miały jednocześnie rozpoczynać zmianę.

Kula czasu stała się więc symbolem nowoczesności.

Nie mówiła już tylko: „Jest południe”.

Mówiła również: „To miasto działa punktualnie”.

Pierwsza kula czasu w Nowym Jorku

Nowy Jork otrzymał własne urządzenie w 1877 roku.

George May Phelps, pracownik Western Union, zaprojektował miedzianą kulę umieszczoną na dachu siedziby firmy przy 195 Broadway.

Dziesięciopiętrowy budynek należał wówczas do najwyższych w mieście. Kula była widoczna z dużej części Dolnego Manhattanu.

Na kilka minut przed południem pracownicy podnosili ją na szczyt masztu. Następnie czekali na sygnał przesłany z Waszyngtonu.

Dokładnie w południe kula opadała.

Mieszkańcy, przedsiębiorcy i załogi statków mogli sprawdzić swoje zegary.

Urządzenie działało do 1914 roku, gdy budynek Western Union został rozebrany.

Nowy Jork zdążył już jednak znaleźć dla kuli czasu zupełnie inne zastosowanie.

Na początku XX wieku wydawca „The New York Times”, Adolph Ochs, organizował sylwestrowe uroczystości przed nową siedzibą gazety.

Początkowo główną atrakcją były fajerwerki. Gdy władze ograniczyły używanie materiałów wybuchowych, organizatorzy potrzebowali nowego widowiska.

Inspirację znaleźli w kulach czasu.

31 grudnia 1907 roku, podczas powitania roku 1908, z masztu na One Times Square opuszczono pierwszą sylwestrową kulę.

Była wykonana z drewna i żelaza, ważyła około 700 funtów i została oświetlona setką żarówek. Do jej podniesienia potrzebnych było sześciu ludzi.

Organizatorzy zmienili jednak podstawową zasadę.

W tradycyjnej kuli czasu dokładną godzinę wskazywał początek opadania. Na Times Square najważniejszy stał się moment, w którym kula docierała na dół.

To właśnie wtedy kończył się stary rok i rozpoczynał nowy.

Urządzenie nawigacyjne zostało zamienione w spektakl.

Pomysł okazał się ogromnym sukcesem i stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych tradycji sylwestrowych na świecie.

W 1913 roku kolejna nowojorska kula czasu pojawiła się na wieży Seamen’s Church Institute przy South Street.

Wieżę poświęcono pamięci ofiar katastrofy „Titanica”.

Każdego dnia sygnał telegraficzny uruchamiał silnik podnoszący kulę. Na szczycie utrzymywał ją elektromagnes. Kolejny impuls zwalniał blokadę, a konstrukcja zaczynała opadać.

Kula działała prawdopodobnie do początku lat 60.

Gdy budynek miał zostać rozebrany, konserwatorzy zabytków uratowali wieżę. Przeniesiono ją na skrzyżowanie Fulton i Water Streets, gdzie znajduje się do dzisiaj jako Titanic Memorial Lighthouse.

Trwają prace nad ponownym uruchomieniem jej mechanizmu. Nowoczesne czujniki i zabezpieczenia mają współpracować z rozwiązaniami nawiązującymi do dawnego systemu telegraficznego.

Kula była skuteczna tylko wtedy, gdy można ją było zobaczyć.

Mgła, deszcz albo śnieg mogły zasłonić maszt. Dlatego niektóre miasta stosowały równocześnie sygnał wizualny i dźwiękowy.

W Edynburgu kula na pomniku Nelsona opada o godzinie 13:00, a z zamku oddawany jest strzał z One o’Clock Gun.

Działo było jednak mniej dokładne, ponieważ dźwięk potrzebuje czasu, aby dotrzeć do obserwatora. Marynarze musieli uwzględniać odległość od zamku i odpowiednio korygować zegary.

Światło kuli docierało niemal natychmiast.

Huk armaty przybywał z opóźnieniem.

Technologia zniknęła, ceremonia pozostała

Radio, zegary kwarcowe i systemy satelitarne sprawiły, że kule czasu straciły praktyczne znaczenie.

Większość urządzeń rozebrano lub przeniesiono do muzeów.

Nieliczne nadal działają między innymi w Greenwich, Sydney, Edynburgu, Nowej Zelandii i Gdańsku. Dzisiaj nie kalibrują już chronometrów. Opadają głównie dla turystów, przypominając czasy, gdy dokładna godzina była publicznym wydarzeniem.

Ludzie wychodzili przed budynki, spoglądali na wieże i czekali na jeden wyraźny ruch.

Całe miasto synchronizowało zegary w tej samej chwili.

Dzisiaj czas automatycznie pojawia się na każdym telefonie. Nie musimy pytać, skąd pochodzi ani kto go ustalił.

A jednak najsłynniejsza kula świata nadal wykonuje swoje dawne zadanie.

Raz w roku przekazuje milionom ludzi jeden wspólnie rozumiany moment.

Kiedyś początek opadania mówił marynarzowi, która jest godzina.

Dzisiaj dotarcie kuli na dół oznacza, że rozpoczął się kolejny rok.

Robert Wauchope chciał pomóc statkom odnajdywać drogę przez ocean. Prawdopodobnie nie przypuszczał, że niemal dwa stulecia później jego pomysł stanie się centralnym elementem jednej z największych imprez świata.

Zmieniło się znaczenie sygnału.

Mechanizm pozostał ten sam.

Ludzie spoglądają w górę.

Kula zaczyna opadać.

I wszyscy wiedzą, że właśnie minęła kolejna chwila.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Więcej artykułów