Kiedy 2 sierpnia 1776 roku delegaci Kongresu Kontynentalnego składali podpisy pod Deklaracją Niepodległości, każdy z nich podejmował ogromne ryzyko.
Jeżeli rewolucja upadnie, zostaną uznani za zdrajców Korony. Mogą stracić majątki, wolność, a nawet życie.
Jednak spośród wszystkich ludzi zgromadzonych wtedy w Filadelfii prawdopodobnie nikt nie miał do stracenia więcej niż Charles Carroll z Maryland.
Był jednym z najbogatszych ludzi w trzynastu koloniach. Posiadał ogromne majątki ziemskie, plantacje, przedsiębiorstwa i setki niewolników. Jednocześnie, mimo swojego bogactwa i znakomitego wykształcenia, przez większość młodości nie miał prawa głosować, obejmować urzędów ani wykonywać zawodu prawnika.
Powód był prosty.
Charles Carroll był katolikiem.





Dodaj komentarz