Socjalizm na Signal. Mamdani zbudował armię influencerów, a część rachunku płacą podatnicy

STRONA GŁÓWNA

Administracja socjalistycznego burmistrza Nowego Jorku Zohrana Mamdaniego stworzyła sieć ponad 200 internetowych twórców, którzy otrzymują bezpośrednio z City Hall codzienne aktualizacje, gotowe talking points, klipy wideo, zaproszenia na wydarzenia oraz dostęp do urzędników. Wszystko odbywa się między innymi poprzez zamkniętą grupę na szyfrowanym komunikatorze Signal.

Brzmi jak dobrze zorganizowana kampania polityczna?

Problem w tym, że wybory już się skończyły. Mamdani jest burmistrzem, ludzie koordynujący ten system pracują dla miasta, a część influencerów uczestniczących w miejskich kampaniach otrzymuje pieniądze pochodzące z kontraktów finansowanych przez podatników.

Jeszcze ciekawiej robi się wtedy, kiedy spojrzymy na ludzi stojących za nowojorską rewolucją socjalistyczną. Wśród nich znajdziemy potomków bogatych rodzin, ludzi związanych z nieruchomościami wartymi miliony dolarów, dziedziców luksusowych mieszkań i aktywistów mieszkających w warunkach, o których przeciętny robotnik może tylko pomarzyć.

Najwyraźniej walka z bogatymi jest znacznie przyjemniejsza, kiedy samemu nie trzeba żyć jak biedny.

Ponad 200 influencerów na bezpośredniej linii z City Hall

Sprawę ujawniło Tow Center for Digital Journalism przy Columbia Journalism School. Columbia Journalism Review ustalił, że administracja Mamdaniego stworzyła grupę na Signal o nazwie „NYC Creators Announcements”.

Nie jest to przypadkowa lista mailingowa.

Grupa powstała na bazie Creators4Zohran – sieci internetowych twórców, która pomagała Mamdaniemu podczas jego kampanii wyborczej. Po wyborach infrastruktura polityczna nie zniknęła. Została przeniesiona w orbitę administracji miejskiej.

Grupą zarządza Emilia Rowland, dyrektor ds. nowych mediów i komunikacji kulturalnej w biurze burmistrza.

CJR opisuje wprost, że członkowie otrzymują:

  • codzienne aktualizacje
  • talking points
  • klipy do wykorzystania we własnych materiałach
  • zaproszenia na wydarzenia
  • możliwość przeprowadzania wywiadów z przedstawicielami administracji

Według osób należących do grupy uczestniczy w niej ponad 200 influencerów – od niewielkich kont mających kilka tysięcy obserwujących po twórców docierających do milionów ludzi. Badacze Columbii zidentyfikowali 189 osób powiązanych z tym ekosystemem.

Wśród wymienianych przez CJR twórców znaleźli się między innymi nauczycielka i działaczka związkowa Sari Beth Rosenberg, influencer Diego León, aktywista edukacyjny José Vilson oraz twórca zajmujący się ekonomią i nieruchomościami Nile Berry.

New York Post informował dodatkowo, że wśród osób związanych z siecią znaleźli się nawet twórcy, którzy nie mieszkają w Nowym Jorku.

Nie wszyscy dostają pieniądze. Ale część dostaje tysiące dolarów

Tutaj trzeba dokonać ważnego rozróżnienia.

Nie ma dowodów, że Mamdani wypłaca pensje wszystkim 200 influencerom tylko za publikowanie przychylnych mu treści.

CJR zaznacza wyraźnie, że samo uczestnictwo w grupie Signal nie oznacza otrzymywania pieniędzy od miasta.

Ale jednocześnie niektóre osoby z tego samego ekosystemu otrzymują wynagrodzenie za konkretne kampanie prowadzone przez miejskie agencje.

I nie mówimy o kilkuset dolarach.

Według pracowników nowojorskich agencji miejskich cytowanych przez Columbię typowa stawka wynosi od 5,000 do 20,000 dolarów za influencera za jedną kampanię.

Pieniądze przechodzą przez firmy marketingowe i reklamowe mające kontrakty z miastem. Kampanie dotyczą między innymi głosowania, ochrony zdrowia, praw imigrantów, praw lokatorów, miejskiego budżetu czy innych programów administracji.

Czyli system działa w dwóch warstwach.

Pierwsza to sympatyzujący z Mamdanim twórcy, którzy otrzymują materiały i dostęp do City Hall.

Druga to płatne kampanie realizowane z wykorzystaniem influencerów przy użyciu pieniędzy publicznych.

A granica pomiędzy jednym i drugim okazuje się wyjątkowo mało przejrzysta.

Reklama, która ma nie wyglądać jak reklama

Najbardziej kompromitujący fragment śledztwa Columbii pochodzi jednak od osoby pracującej przy takich kampaniach.

Pracownik komunikacji przyznał CJR, że materiał influencera ma przewagę nad tradycyjną reklamą właśnie dlatego, że odbiorca może nie zauważyć, że ogląda reklamę.

Nazwał to nawet:

„It’s a little sneaky.”

Czyli w wolnym tłumaczeniu – jest w tym trochę podstępu.

CJR stwierdził ponadto, że oznaczanie płatnych materiałów nie jest jednolite. Niektóre wykorzystują oznaczenia typu #paidpartnership, inne stosują odmienne formy, a cały rynek współpracy miasta z influencerami jest na tyle nieprzejrzysty, że nawet urzędnicy nie przedstawiali jednolitych zasad.

I tutaj zaczyna się właściwy problem.

Jeżeli City Hall kupuje reklamę telewizyjną, widz wie, że ogląda reklamę.

Jeżeli urząd publikuje komunikat prasowy, wiadomo, że pochodzi on z urzędu.

Ale jeżeli popularny TikToker patrzy w kamerę i „spontanicznie” opowiada swoim obserwatorom o polityce miasta, przeciętny odbiorca może nie mieć pojęcia, że za całym przekazem stoją materiały dostarczone przez administrację – albo nawet kampania finansowana z miejskiego kontraktu.

To nie jest już zwykłe informowanie mieszkańców.

To jest tworzenie iluzji oddolnego poparcia.

Z kampanii wyborczej prosto do ratusza

Jeszcze trudniej mówić o całkowicie niezależnym ekosystemie, kiedy spojrzymy na jego pochodzenie.

Creators4Zohran był projektem zbudowanym po to, aby pomóc Mamdaniemu wygrać wybory.

Jedna z jego współtwórczyń, Alexis Williams, sama chwali się, że grupa aktywowała setki twórców i osiągnęła ogromne zasięgi podczas kampanii. Po zwycięstwie Mamdaniego Williams została zastępcą sekretarza prasowego w administracji Nowego Jorku i zajmuje się między innymi strategią dotyczącą twórców internetowych i cyfrowej dystrybucji informacji.

To pokazuje, jak płynna stała się granica pomiędzy kampanią polityczną a aparatem komunikacyjnym miasta.

Najpierw budujesz armię twórców pomagającą kandydatowi wygrać wybory.

Potem kandydat zostaje burmistrzem.

A następnie ludzie, którzy tworzyli tę machinę, trafiają do ratusza i dalej budują sieć influencerów – tym razem już z pozycji administracji publicznej.

A kto kieruje całą operacją? Dziedziczka imperium PR

Tutaj historia zaczyna przypominać polityczną satyrę.

Emilia Winter Rowland, która zarządza grupą influencerów w City Hall, publicznie atakowała tradycyjne media, koncentrację własności oraz wpływ bogatych właścicieli mediów.

Tymczasem według New York Post sama pochodzi z rodziny niezwykle mocno zakorzenionej w świecie PR i mediów.

Jej dziadek Herb Rowland założył The Rowland Company – firmę, która rozrosła się do jednej z największych niezależnych agencji public relations i została następnie przejęta przez reklamowego giganta Saatchi & Saatchi.

Jej ojciec prowadzi firmę brandingowo-konsultingową. Matka również pracowała w mediach i konsultingu.

A według dokumentów majątkowych opisanych przez Post 100-letnia babcia Rowland mieszka w apartamencie na Central Park South wycenianym na około 32 miliony dolarów, niedaleko Billionaires’ Row. Sama Emilia Rowland ma otrzymywać z miasta około 175,000 dolarów rocznie.

Nie ma oczywiście nic złego w tym, że ktoś pochodzi z zamożnej rodziny.

Ale polityczna ironia staje się trudna do przeoczenia, kiedy osoba pochodząca z rodziny zbudowanej na public relations i posiadającej nieruchomości warte dziesiątki milionów dolarów poucza społeczeństwo o bogatych właścicielach mediów – jednocześnie sama zarządzając nowym systemem dystrybucji przekazu politycznego.

Stare media należące do bogaczy są złe.

Nowy system kontrolowany przez ludzi z City Hall jest najwyraźniej postępem.

Socjalizm z widokiem na jezioro

A przecież podobna sprzeczność dotyczy samego Mamdaniego.

Burmistrz budował swoją polityczną markę wokół walki z wysokimi czynszami, landlordami, nierównościami ekonomicznymi i platformami wynajmu krótkoterminowego.

Jego rodzice zdecydowanie nie należą jednak do nowojorskiego proletariatu.

Matką burmistrza jest znana reżyserka Mira Nair, a ojcem profesor Columbia University Mahmood Mamdani.

Rodzina posiada także okazałą posiadłość w zamożnej dzielnicy Buziga Hill w Ugandzie.

Według opisywanej wcześniej oferty Airbnb jest to pięciopokojowa, czterołazienkowa willa położona na około dwóch akrach zieleni, z widokiem na Jezioro Wiktorii, personelem zajmującym się domem i ogrodami oraz basenem. Rodzice Mamdaniego przez lata mieli wynajmować część nieruchomości za pośrednictwem Airbnb.

To szczególnie interesujące w przypadku polityka, który sam krytykował próby liberalizacji nowojorskich przepisów dotyczących Airbnb.

Ponownie – posiadanie pięknego domu nie jest przestępstwem.

Hipokryzja zaczyna się wtedy, kiedy politycy budują swoją popularność na demonizowaniu stylu życia i własności, z których ich własne rodziny korzystają bez najmniejszego problemu.

„Robotnicza” DSA i dom za 1,5 miliona dolarów

Żeby zrozumieć szersze środowisko polityczne Mamdaniego, warto również spojrzeć na Democratic Socialists of America.

Mamdani nie ukrywa swojej identyfikacji z demokratycznym socjalizmem, a nowojorska DSA była jednym z najważniejszych filarów jego politycznego zaplecza.

Jednym z liderów organizacji jest Gustavo Gordillo.

Przez lata kreowano go jako przedstawiciela klasy pracującej i syna skromnych imigrantów.

Potem zaczęły wychodzić szczegóły.

Według New York Post jego ojciec jest milionerem związanym z branżą telekomunikacyjną i stworzył przedsiębiorstwo, którego wartość miała sięgać około 90 milionów dolarów.

Ojciec miał także kupić Gordillo dom w Brooklynie za około 1,5 miliona dolarów. Nieruchomość przechodzi następnie remont, którego koszt według dokumentów opisywanych przez gazetę sięga około 1,4 miliona dolarów.

Socjalizm klasy robotniczej, tylko z trzypiętrowym domem w Brooklynie.

Kolejna liderka socjalistów sprzedała odziedziczone mieszkanie za 2,4 miliona

To nie koniec.

New York Post opisywał także Olivię Gonzalez Killingsworth, działaczkę i koordynatorkę pracy w nowojorskiej DSA.

Według gazety odziedziczyła luksusowy trzypoziomowy lokal na Upper West Side, który w 2022 roku sprzedała za około 2,4 miliona dolarów.

Część pieniędzy wykorzystała później na zakup mieszkania w Brooklynie za ponad pół miliona dolarów.

Jeszcze raz – dziedziczenie majątku nie jest czymś złym.

Ale kiedy kierownictwo ruchu politycznego opowiada klasie średniej o niesprawiedliwości kapitalizmu, prywatnej własności i bogatych właścicielach nieruchomości, obywatele mają prawo zapytać, dlaczego tak wielu samozwańczych przedstawicieli proletariatu pochodzi z rodzin posiadających aktywa warte miliony.

Socjalista za 6,500 dolarów miesięcznie

Kolejnym człowiekiem z bliskiego politycznego otoczenia Mamdaniego jest strateg Morris Katz.

Według New York Post Katz wynajmował luksusowy dwupoziomowy apartament w Williamsburg za około 6,500 dolarów miesięcznie.

Gazeta podała, że pozostawił po sobie około 14,000 dolarów zaległego czynszu, a pieniądze ostatecznie miały zostać uregulowane z pomocą rodziny. Katz pochodzi z rodziny ludzi związanych z branżą filmową i wydawniczą.

Tak wygląda jedna z najbardziej niezwykłych cech współczesnej radykalnej lewicy.

Rewolucja klasy robotniczej jest coraz częściej prowadzona przez ludzi, którzy nigdy nie musieli żyć jak klasa robotnicza.

Signal i problem z dokumentami publicznymi

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze kwestia legalności i przejrzystości.

City Hall używa do kontaktu z influencerami aplikacji Signal, która umożliwia automatyczne kasowanie wiadomości.

Dziennikarze zapytali Mamdaniego wprost, jak wykorzystywanie Signal ma się do nowojorskich przepisów dotyczących zachowywania dokumentacji publicznej i Freedom of Information Law.

Mamdani nie odpowiedział, że problem nie istnieje.

Powiedział natomiast, że jego administracja będzie przestrzegała wszystkich wymogów prawnych dotyczących przechowywania dokumentacji i że jeśli wystąpiły odstępstwa od wymogów prawnych, zostaną one zbadane i naprawione. Tak brzmi oficjalny zapis konferencji prasowej opublikowany przez samo City Hall.

Sprawa zaszła już znacznie dalej niż internetowa awantura.

22 września Rada Miasta Nowego Jorku przeprowadzi specjalne przesłuchanie nadzorcze dotyczące dostępu do władz miejskich i działań administracji Mamdaniego w zakresie zaangażowania obywatelskiego.

Termin i temat przesłuchania znajdują się w oficjalnym kalendarzu City Council.

Nie trzeba nawet nazywać tego komunizmem

W internecie historia zaczęła być przedstawiana jako „komunistyczna kampania propagandowa”.

To efektowne określenie, ale nie jest potrzebne.

Mamdani sam nazywa się demokratycznym socjalistą. Jego powiązania z DSA są publiczne. Nie trzeba wymyślać mu ideologii, której sam oficjalnie nie deklaruje.

Wystarczy opisać system.

Ponad 200 influencerów.

Grupa utworzona na bazie organizacji pomagającej Mamdaniemu wygrać wybory.

Codzienne talking points bezpośrednio z City Hall.

Gotowe klipy.

Specjalny dostęp do urzędników.

Płatne kampanie influencerów kosztujące podatników od 5,000 do 20,000 dolarów za osobę.

Niejednolite oznaczanie sponsorowanych treści.

Pracownik komunikacji przyznający, że skuteczność materiału polega między innymi na tym, iż odbiorca może nie wiedzieć, że ogląda reklamę.

I komunikacja prowadzona na Signal, która wywołała pytania dotyczące przechowywania dokumentów publicznych.

A nad wszystkim środowisko polityczne, które mówi o walce z bogatymi, podczas gdy jego prominentni przedstawiciele pochodzą z rodzin PR-owych potentatów, mieszkają w milionowych nieruchomościach, dziedziczą luksusowe apartamenty albo korzystają z rodzinnych willi.

To nie jest spontaniczny internetowy ruch zwykłych nowojorczyków.

To profesjonalny ekosystem politycznej komunikacji.

Nowa lewica bardzo lubi mówić o „oddolnym ruchu”.

Tyle że kiedy zajrzymy pod maskę, coraz częściej widzimy bogate rodziny, zawodowych specjalistów od PR, dobrze opłacanych urzędników, marketingowe kontrakty i influencerów karmionych gotowym przekazem przez City Hall.

Socjalizm XXI wieku najwyraźniej nie potrzebuje już partyjnej gazety.

Ma Signal, TikToka i pieniądze podatników.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Więcej artykułów