Pamiętacie „spontaniczne” listy noblistów chwalących ekonomię Bidena?
Za czasów administracji Joe Bidena jednym z ulubionych argumentów Białego Domu było powoływanie się na laureatów Nagrody Nobla z ekonomii. Kiedy w 2021 roku rosły obawy o inflację i ogromne wydatki federalne, Biden wielokrotnie przekonywał, że 17 noblistów popiera jego plan gospodarczy. 20 października w Pensylwanii powiedział nawet, że „17 laureatów Nagrody Nobla spontanicznie” wysłało […]

Za czasów administracji Joe Bidena jednym z ulubionych argumentów Białego Domu było powoływanie się na laureatów Nagrody Nobla z ekonomii.
Kiedy w 2021 roku rosły obawy o inflację i ogromne wydatki federalne, Biden wielokrotnie przekonywał, że 17 noblistów popiera jego plan gospodarczy. 20 października w Pensylwanii powiedział nawet, że „17 laureatów Nagrody Nobla spontanicznie” wysłało list, według którego jego propozycje miały ograniczać, a nie zwiększać presję inflacyjną.
Tyle że z określeniem „spontanicznie” jest pewien problem.
List 17 noblistów został opublikowany przez Instytut Polityki Gospodarczej, organizację popierającą program Bidena „Odbudujmy Lepiej”. Sam instytut później chwalił się w swoim podsumowaniu działalności, że przygotowywał argumentację ekonomiczną na rzecz programu i doprowadził do podpisania listu poparcia przez 17 laureatów Nagrody Nobla z ekonomii.
Jedną z najważniejszych postaci tej inicjatywy był Joseph Stiglitz, laureat ekonomicznego Nobla z 2001 roku. W komunikacie dotyczącym listu to właśnie Stiglitz przedstawiał argumenty za programem Bidena i pisał, że cieszy się, iż 16 innych noblistów dołącza do niego we wspieraniu tej agendy.
I tutaj historia robi się jeszcze ciekawsza.
Stiglitz nie był apolitycznym ekonomistą, który nagle w 2021 roku zainteresował się programem Bidena.
Już w administracji Billa Clintona należał do najważniejszych doradców gospodarczych prezydenta. Do administracji wszedł w 1993 roku, a w latach 1995-1997 był przewodniczącym Rady Doradców Ekonomicznych Białego Domu.
W 2020 roku Stiglitz podpisał również list noblistów otwarcie popierający politykę gospodarczą Joe Bidena w starciu z Donaldem Trumpem.
Ale jest jeszcze ważniejsze pytanie.
Jak te zapewnienia ekonomistów z 2021 roku wytrzymały spotkanie z rzeczywistością?
W oryginalnym liście nobliści napisali, że agenda Bidena dzięki zwiększeniu długoterminowych możliwości gospodarki „złagodzi długoterminową presję inflacyjną”.
Kilka miesięcy później Amerykanie zobaczyli jednak coś zupełnie innego.
W czerwcu 2022 roku inflacja CPI w Stanach Zjednoczonych osiągnęła 9,1 procent rok do roku – najwyższy poziom od listopada 1981 roku. Ceny żywności były wtedy o 10,4 procent wyższe niż rok wcześniej, a energii aż o 41,6 procent.
Oczywiście nie byłoby uczciwe powiedzieć, że to właśnie program „Odbudujmy Lepiej” spowodował tę inflację – cały pierwotny pakiet nigdy nie został uchwalony.
Inflacja miała wiele przyczyn: problemy z łańcuchami dostaw, ponowne otwarcie gospodarki po pandemii, ceny energii, politykę monetarną oraz ogromne federalne programy fiskalne.
Ale właśnie tutaj robi się niewygodnie dla narracji z 2021 roku.
Bo późniejsze analizy Banku Rezerwy Federalnej w San Francisco wskazywały, że amerykańskie programy fiskalne związane z pandemią zwiększały popyt i przyczyniały się do wzrostu inflacji.
Jedno z badań Rezerwy Federalnej szacowało, że wsparcie fiskalne mogło odpowiadać za około 3 punkty procentowe dodatkowej inflacji w USA do końca 2021 roku, choć autorzy zaznaczali znaczną niepewność tego oszacowania.
Wcześniejsza analiza tego samego banku szacowała również, że sam Amerykański Plan Ratunkowy Bidena wart 1,9 biliona dolarów mógł podnieść inflację o około 0,3 punktu procentowego w 2021 roku i nieco ponad 0,2 punktu w 2022 roku.
Czyli podczas gdy publiczny przekaz brzmiał mniej więcej: wielkie wydatki nie powinny być powodem do obaw o inflację, późniejsze badania Rezerwy Federalnej rzeczywiście znajdowały inflacyjny efekt części ogromnego wsparcia fiskalnego.
Potem przyszła jeszcze ustawa o nazwie Ustawa o Redukcji Inflacji.
Nazwa brzmiała znakomicie.
Tylko że kiedy niezależni ekonomiści próbowali policzyć jej rzeczywisty wpływ na inflację, rezultaty były znacznie mniej spektakularne.
Model Budżetowy Uniwersytetu Pensylwanii ocenił, że wpływ ustawy na inflację był „statystycznie nieodróżnialny od zera”.
Według ich analizy ustawa nie miała mieć znaczącego wpływu na inflację w krótkim terminie, a ewentualny spadek w kolejnych latach wynosił około 0,1 punktu procentowego i również nie był statystycznie istotny.
To nie oznacza, że każdy argument zawarty w liście z 2021 roku był błędny. Nobliści odnosili się przede wszystkim do długoterminowych możliwości gospodarki, a nie przewidywali konkretnej miesięcznej ścieżki inflacji.
Ale trudno też patrzeć na tamten list jako na wielkie potwierdzenie, że ekonomiści bezbłędnie przewidzieli to, co wydarzy się później.
We wrześniu 2021 roku zapewniali, że agenda Bidena ma łagodzić długoterminową presję inflacyjną. Dziewięć miesięcy później inflacja wynosiła 9,1 procent. Późniejsze badania Rezerwy Federalnej wskazywały, że ogromne bodźce fiskalne rzeczywiście przyczyniły się do części wzrostu inflacji. A ustawa nosząca nazwę „Ustawa o Redukcji Inflacji” według analizy Uniwersytetu Pensylwanii miała wpływ na inflację praktycznie nieodróżnialny od zera.
To jest rzeczywistość znacznie mniej efektowna niż nagłówek:
„17 noblistów mówi, że plan Bidena obniży presję inflacyjną”.
A potem przyszedł rok 2024.
W czerwcu, kiedy Biden nadal ubiegał się o reelekcję, 16 laureatów Nagrody Nobla z ekonomii podpisało kolejny list ostrzegający przed gospodarczymi konsekwencjami programu Donalda Trumpa.
Gdy kilka miesięcy później kandydatką Demokratów została Kamala Harris, pojawił się następny list – tym razem podpisany przez 23 noblistów, którzy ocenili jej program gospodarczy jako zdecydowanie lepszy od programu Trumpa.
I kto stał za tą inicjatywą?
Ponownie Joseph Stiglitz.
Media informowały wprost, że październikowy list popierający Harris został zainicjowany i zorganizowany przez Josepha Stiglitza, laureata Nagrody Nobla z ekonomii z 2001 roku.
Ten sam Stiglitz stał również na czele czerwcowej inicjatywy noblistów wspierających argumentację gospodarczą Bidena.
Czy oznacza to, że nobliści nie mieli prawa popierać Bidena czy Harris?
Oczywiście, że mieli.
Czy ich argumenty automatycznie stają się błędne dlatego, że angażowali się politycznie?
Nie.
Ale kiedy prezydent przedstawiał opinii publicznej list noblistów jako coś, co pojawiło się „spontanicznie”, warto znać cały kontekst.
Za listem stała zorganizowana inicjatywa. Jedną z jej centralnych postaci był Joseph Stiglitz – były szef Rady Doradców Ekonomicznych Billa Clintona, wieloletni uczestnik politycznej debaty po stronie Demokratów, zwolennik Bidena, a kilka lat później organizator kolejnych listów dotyczących najpierw Bidena, a następnie Kamali Harris.
I właśnie ten kontekst często ginął za efektownym nagłówkiem:
„17 laureatów Nagrody Nobla popiera plan prezydenta”.
Nobla można dostać za ekonomię.
Ale Nobel nie oznacza nieomylności.
I nie sprawia, że polityczne zaangażowanie jego laureata przestaje być politycznym zaangażowaniem.
Brief AmerykaPL
Najważniejsze wiadomości z USA, Chicago, Polski i świata. Krótko, konkretnie i po polsku.








Dodaj komentarz