Felieton 2.0 – Nielegalni imigranci płacą podatki. Ale kto policzy koszty?

STRONA GŁÓWNA
Felieton 2.0

Felieton 2.0 – Nielegalni imigranci płacą podatki. Ale kto policzy koszty?

Lewica pokazuje podatki. Zapomina pokazać rachunek Jednym z najczęściej powtarzanych argumentów w obronie nielegalnej imigracji jest dziś zdanie: „Ale przecież nielegalni imigranci płacą miliardy dolarów podatków”. To prawda. Nielegalni imigranci rzeczywiście płacą podatki. Płacą podatki od sprzedaży. Wielu płaci podatki od wynagrodzeń, część rozlicza podatek dochodowy. Twierdzenie, że nie płacą państwu absolutnie nic, jest więc […]

8 września 2026AmerykaPL8 min czytania

Lewica pokazuje podatki. Zapomina pokazać rachunek

Jednym z najczęściej powtarzanych argumentów w obronie nielegalnej imigracji jest dziś zdanie: „Ale przecież nielegalni imigranci płacą miliardy dolarów podatków”.

To prawda.

Nielegalni imigranci rzeczywiście płacą podatki. Płacą podatki od sprzedaży. Wielu płaci podatki od wynagrodzeń, część rozlicza podatek dochodowy. Twierdzenie, że nie płacą państwu absolutnie nic, jest więc zwyczajnie nieprawdziwe.

Tyle że na tym bardzo często kończy się argument.

A właśnie w tym miejscu rozmowa dopiero powinna się zaczynać.

Bo pytanie nie brzmi: czy nielegalni imigranci płacą podatki?

Pytanie brzmi: czy wpłacają do systemu więcej, niż system wydaje w związku z ich obecnością?

To są dwie zupełnie różne rzeczy.

Płacą miliardy. Ale ile kosztują?

Dla przykładu Federation for American Immigration Reform w swoim raporcie z 2023 roku oszacowała, że roczne wydatki federalne, stanowe i lokalne związane z nielegalną imigracją wynosiły około 182 miliardów dolarów. (Strona raportu FAIR – kliknij TUTAJ)

Jednocześnie organizacja oszacowała wpływy podatkowe przypisywane tej populacji na około 31,4 miliarda dolarów.

Według metodologii FAIR oznaczałoby to około 150,7 miliarda dolarów kosztu netto rocznie.

Innymi słowy, w tym konkretnym wyliczeniu na każdego dolara wpływów podatkowych przypadało około 5,80 dolara wydatków publicznych.

I tutaj od razu trzeba zaznaczyć jedną rzecz: FAIR jest organizacją opowiadającą się za ograniczeniem imigracji, a jej sposób liczenia kosztów jest szerszy niż w części innych analiz. Do rachunku zaliczane są między innymi określone koszty dotyczące dzieci nielegalnych imigrantów, które same mogą być obywatelami USA.

Nie jest to więc jakaś oficjalna, bezdyskusyjna liczba wystawiona przez Departament Skarbu.

Pełny raport FAIR – kliknij tutaj.

Kongresowe Biuro Budżetowe też widzi koszty

Kongresowe Biuro Budżetowe, czyli CBO, analizując dużą falę imigracyjną rozpoczętą w 2021 roku, oszacowało, że w 2023 roku przyniosła ona stanom i samorządom około 10,1 miliarda dolarów dodatkowych wpływów podatkowych.

Jednocześnie zwiększyła ich bezpośrednie wydatki o około 19,3 miliarda dolarów.

Różnica?

Około 9,2 miliarda dolarów kosztu netto w jednym roku na poziomie stanowym i lokalnym.

To nie jest dokładnie ta sama populacja, którą analizuje FAIR, i tych dwóch badań nie powinno się wrzucać do jednego worka. CBO badało konkretną, niedawną falę migracyjną, podczas gdy FAIR próbowało oszacować znacznie szerszy koszt nielegalnej imigracji.

Ale wniosek jest istotny.

Fakt, że imigranci płacą podatki, nie oznacza automatycznie, że budżet na ich obecności zarabia.

Może być dokładnie odwrotnie.

Raport CBO – kliknij tutaj.

Największy rachunek często przychodzi ze szkół

W całej tej debacie często zapomina się o jednej bardzo prostej rzeczy.

Państwo i samorządy nie ponoszą tylko kosztu dotyczącego samego dorosłego pracownika.

Dziecko urodzone w Stanach Zjednoczonych jest obywatelem USA niezależnie od statusu imigracyjnego rodziców. Ma prawo do publicznej edukacji i, w zależności od dochodu gospodarstwa domowego, może również kwalifikować się do określonych programów publicznych.

A publiczna edukacja w Stanach Zjednoczonych kosztuje ogromne pieniądze.

Do tego dochodzi ochrona zdrowia, opieka w nagłych przypadkach, lokalna administracja, policja, sądy, więziennictwo oraz samo egzekwowanie prawa imigracyjnego.

Są również dodatkowe potrzeby szkolne — na przykład programy językowe czy zatrudnienie większej liczby pracowników w miejscach, które w krótkim czasie przyjęły znaczną liczbę nowych uczniów.

To wszystko kosztuje.

I właśnie tego nie pokazuje efektowny billboard z hasłem:

„Nielegalni imigranci zapłacili więcej podatków niż Amazon, General Motors, IBM i Netflix razem”.

Możliwe, że przy odpowiednim porównaniu określonych podatków takie zdanie jest prawdziwe.

Ale co ono właściwie dowodzi?

Amazon nie zapisuje swoich dzieci do publicznej szkoły.

Netflix nie korzysta z Medicaid.

IBM nie potrzebuje tłumacza w szkole.

General Motors nie trafia do lokalnego więzienia.

Korporacje generują oczywiście inne koszty i korzystają z infrastruktury publicznej, ale porównywanie podatku dochodowego czterech firm z podatkami płaconymi przez miliony ludzi nie daje nam żadnej odpowiedzi na pytanie, czy nielegalna imigracja jest dla podatnika fiskalnie korzystna.

To jest slogan.

Nie bilans.

Przychód nie jest zyskiem

Wyobraźmy sobie firmę, która w ciągu roku uzyskała milion dolarów przychodu.

Brzmi świetnie.

A teraz dowiadujemy się, że jej wydatki wyniosły półtora miliona.

Czy właściciel firmy może wtedy powiedzieć:

„Nie rozumiem, dlaczego się czepiacie. Przecież zarobiliśmy milion dolarów”?

Nie.

Bo każdy, kto prowadził choćby najmniejszy biznes, wie, że liczy się to, co zostaje po odjęciu kosztów.

Przychód nie jest zyskiem.

I dokładnie tak samo powinno się patrzeć na imigrację.

Nie wystarczy powiedzieć:

„Wpłacili 30 miliardów dolarów”.

Trzeba jeszcze zapytać:

„A ile wydaliśmy?”

Jeżeli ktoś wpłaca do systemu 5 tysięcy dolarów, ale wygenerowane wydatki publiczne wynoszą 10 czy 15 tysięcy dolarów, to sam fakt wpłacenia podatku nie czyni tego układu fiskalnie korzystnym.

To jest podstawowa matematyka.

A potem są przekazy zagraniczne

Jest jeszcze drugi element, który rzadko pojawia się w politycznych grafikach.

Remittances, czyli przekazy pieniężne wysyłane przez migrantów do rodzin mieszkających poza Stanami Zjednoczonymi.

Trzeba tutaj być precyzyjnym.

Pieniądze wysłane rodzinie za granicę nie są „wydatkiem podatnika”. Są prywatnym dochodem pracownika i człowiek ma oczywiście prawo zrobić ze swoimi pieniędzmi, co chce.

Ale z punktu widzenia amerykańskiej gospodarki miejsce, w którym pieniądze są wydawane, ma znaczenie.

Dolar wydany w sklepie w Illinois staje się przychodem amerykańskiej firmy.

Ta firma płaci pracownikowi.

Pracownik wydaje pieniądze w kolejnym biznesie.

Stan pobiera podatek od sprzedaży.

Firma inwestuje.

Powstaje kolejny obrót.

Dolar zainwestowany w amerykański biznes może finansować rozwój przedsiębiorstwa, zakup sprzętu albo nowe miejsce pracy.

Dolar wysłany rodzinie do Meksyku, Gwatemali, Hondurasu czy Salwadoru jest natomiast w pierwszej kolejności konsumowany lub inwestowany poza Stanami Zjednoczonymi.

Oczywiście światowa gospodarka jest bardziej skomplikowana niż prosty podział „dolar został” albo „dolar zniknął”. Ale trudno zaprzeczyć, że część ekonomicznego efektu tej pracy zostaje w takim przypadku przeniesiona za granicę.

I ponownie: to nie jest zarzut moralny.

Jeżeli ktoś pracuje w Ameryce, żeby utrzymywać matkę, żonę czy dzieci w swoim kraju, trudno mieć do niego pretensje, że chce im pomagać.

Ale jeśli prowadzimy dyskusję o tym, czy określony model migracji jest ekonomicznie korzystny dla Stanów Zjednoczonych, to również ten element należy przynajmniej zauważyć.

Nie można liczyć każdego zarobionego przez imigranta dolara jako korzyści dla gospodarki USA, a potem ignorować faktu, że część tych pieniędzy jest transferowana poza kraj.

Wygodna księgowość polityczna

I właśnie tutaj pojawia się największy problem z argumentacją części amerykańskiej lewicy.

Pokazuje jedną kolumnę tabeli.

Wpływy.

„Patrzcie! Miliardy dolarów podatków!”

Świetnie.

A gdzie druga kolumna?

Gdzie wydatki?

Gdzie edukacja?

Gdzie ochrona zdrowia?

Gdzie policja i sądy?

Gdzie koszt administracji?

Gdzie koszt egzekwowania prawa?

Gdzie wpływ na lokalny rynek mieszkaniowy?

Gdzie presja na usługi publiczne w miejscach, które w krótkim czasie otrzymały dziesiątki tysięcy nowych mieszkańców?

Gdzie pieniądze wysyłane poza USA?

Jeżeli chcemy rozmawiać poważnie, musimy pokazywać jedno i drugie.

Bo uczciwa debata ekonomiczna nie polega na wybraniu najbardziej korzystnej liczby i wydrukowaniu jej wielkimi literami na billboardzie.

Ale konserwatyści też powinni uważać

Z drugiej strony konserwatywna argumentacja również powinna być dokładna.

Mówienie:

„Nielegalni imigranci nie płacą podatków”

jest błędem.

Płacą.

I kiedy ktoś wypowiada takie zdanie, przeciwnik wyciąga dane, pokazuje miliardy dolarów wpływów podatkowych i bardzo łatwo może przedstawić całą krytykę nielegalnej imigracji jako opartą na niewiedzy.

Po co dawać komuś tak łatwy argument?

Znacznie mocniejsza odpowiedź brzmi:

Tak. Płacą podatki. A teraz pokażmy cały rachunek.

Bo właśnie tutaj kończy się slogan.

A zaczyna matematyka.

Nie chodzi o to, czy wpłacają. Chodzi o bilans

Nielegalni imigranci mogą pracować.

Mogą płacić podatki.

Mogą zakładać firmy.

Mogą wynajmować mieszkania i kupować towary.

Mogą wnosić realny wkład w gospodarkę.

Wszystko to może być jednocześnie prawdą.

A mimo tego ich łączny bezpośredni bilans fiskalny dla określonego poziomu administracji może pozostawać ujemny.

Te rzeczy się wzajemnie nie wykluczają.

I właśnie tego brakuje w dzisiejszej debacie.

Jedna strona chce powiedzieć, że każdy nielegalny imigrant jest wyłącznie obciążeniem.

Druga próbuje przekonywać, że skoro imigranci zapłacili miliardy w podatkach, to cała dyskusja o kosztach została zamknięta.

Nie została.

30 miliardów wpływów nie jest argumentem za sukcesem, jeśli po drugiej stronie rachunku znajduje się 50, 100 czy 180 miliardów wydatków.

O dokładne wartości można się spierać.

Można dyskutować o metodologii FAIR.

Można analizować dane CBO.

Można inaczej liczyć korzyści gospodarcze w perspektywie dziesięciu czy dwudziestu lat.

Ale jednej rzeczy nie można uczciwie robić:

pokazywać wyłącznie podatków i udawać, że kosztów nie ma.

Bo płacenie podatków nie jest tym samym co bycie fiskalnym zyskiem dla państwa.

Dlatego następnym razem, kiedy zobaczycie grafikę mówiącą:

„Nielegalni imigranci płacą miliardy dolarów podatków”,

odpowiedź powinna być bardzo prosta:

Tak. Wiemy.

A teraz pokażcie drugą stronę rachunku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Więcej artykułów