Masowy napływ migrantów do hiszpańskiej Ceuty przynosi coraz poważniejsze konsekwencje. Prokuratura mówi o niemal codziennych napaściach seksualnych, na ulicach dochodzi do przemocy, lokalne służby są przeciążone, a tysiące migrantów wciąż pozostają w mieście. Tymczasem socjalistyczny premier Pedro Sánchez zamiast skupić się na utracie kontroli nad granicą, mówi o Rosji, Izraelu i „międzynarodowej skrajnej prawicy”.
Ceuta, niewielka hiszpańska enklawa w Afryce Północnej, znalazła się w środku kryzysu, którego skala jeszcze kilka tygodni temu wydawałaby się niewyobrażalna.
W ciągu zaledwie dwóch dni – 30 i 31 lipca – z Maroka do Ceuty przedostało się według szacunków co najmniej 72 tysiące migrantów.
Większość później opuściła miasto, ale około 5 tysięcy osób nadal pozostaje na miejscu.
Dla miasta liczącego niespełna 100 tysięcy mieszkańców oznacza to potężne obciążenie dla policji, służb socjalnych, systemu opieki nad nieletnimi i całej lokalnej infrastruktury.
Ale najbardziej niepokojące są dane dotyczące bezpieczeństwa.
Główna prokurator Ceuty Silvia Rojas poinformowała, że od początku kryzysu odnotowano 23 napaści seksualne, w tym dziewięć przeciwko dzieciom.
W praktyce oznacza to niemal jedną napaść każdego dnia.
Według prokuratury liczba takich przestępstw wzrosła po masowym napływie migrantów w sposób „eksponencjalny”.
Co więcej, rzeczywista skala problemu może być jeszcze większa, ponieważ część ofiar nie zgłasza przestępstw z obawy lub z powodu swojego nieuregulowanego statusu.
Nie oznacza to oczywiście, że każdy migrant jest przestępcą. Pokazuje jednak coś innego: kiedy państwo dopuszcza do sytuacji, w której dziesiątki tysięcy osób przekraczają granicę praktycznie jednocześnie, możliwości kontrolowania sytuacji gwałtownie maleją.
A cenę za polityczny i administracyjny chaos płacą później zwykli mieszkańcy.
W ostatnich dniach dochodziło do starć pomiędzy migrantami a mieszkańcami miasta.
Lokalni przedsiębiorcy otwarcie mówią, że sytuacja staje się nie do zniesienia.
Arantxa Campos, przewodnicząca Konfederacji Pracodawców Ceuty, powiedziała BBC:
„Nie możemy nic zrobić, dopóki ci ludzie nie wyjadą”.
Dodała również, że mieszkańcy nie otrzymali od rządu żadnego jasnego planu rozwiązania kryzysu.
Konserwatywny burmistrz miasta Juan Jesús Vivas wezwał Hiszpanów do demonstracji solidarnościowych z Ceutą.
Sytuacja staje się więc nie tylko kryzysem migracyjnym, ale również kryzysem zaufania obywateli do własnego państwa.
Gabinet Pedro Sáncheza zatwierdził wielomilionowy pakiet pomocy, który ma sfinansować podstawowe usługi oraz opiekę nad tysiącami nieletnich migrantów.
To jednak nie odpowiada na najważniejsze pytanie: dlaczego w ogóle dopuszczono do sytuacji, w której 72 tysiące osób mogło w ciągu dwóch dni przedostać się na terytorium Hiszpanii?
I właśnie o to pyta hiszpańska opozycja.
Partia Vox oskarżyła premiera, że nie tyle „stracił kontrolę nad Ceutą”, co ją „oddał”.
Partia Ludowa również zarzuca Sánchezowi unikanie odpowiedzialności oraz zbyt ostrożne podejście wobec Maroka.
Jeszcze bardziej kontrowersyjna jest reakcja samego premiera.
Pedro Sánchez twierdzi, że kryzys został podsycony przez dezinformację w internecie związaną z Rosją, Izraelem oraz „międzynarodowym ruchem skrajnej prawicy”.
Rosja i Izrael natychmiast zaprzeczyły takim oskarżeniom.
Izraelski minister spraw zagranicznych Gideon Sa’ar nazwał słowa hiszpańskiego premiera „bezczelnym kłamstwem”, natomiast rosyjskie MSZ zażądało przedstawienia dowodów.
Problem polega na tym, że niezależnie od tego, kto publikował materiały w mediach społecznościowych, 72 tysiące ludzi nie znalazło się na hiszpańskiej granicy za pomocą posta na Facebooku czy Telegramie.
Opozycyjna Partia Ludowa zwraca uwagę, że tak ogromnego ruchu ludzi w kierunku granicy trudno byłoby nie zauważyć marokańskim służbom.
Maroko stanowczo zaprzecza jednak, aby miało organizować masowe przekraczanie granicy.
Państwo bez kontroli nad granicą traci kontrolę również wewnątrz kraju
Kryzys w Ceucie jest brutalnym przypomnieniem jednej z najbardziej podstawowych zasad funkcjonowania państwa: granica istnieje po to, aby państwo wiedziało, kto wjeżdża na jego terytorium i mogło zdecydować, kogo wpuszcza.
Jeżeli w ciągu dwóch dni granicę przekraczają dziesiątki tysięcy osób, każda administracja – niezależnie od politycznej ideologii – zaczyna tracić możliwość skutecznej kontroli.
Potem pojawiają się dokładnie te problemy, które dziś widzimy w Ceucie: przeciążone służby, konflikty społeczne, rosnące wydatki, przestępczość i coraz większy strach mieszkańców.
Hiszpański rząd może mówić o Rosji, Izraelu, algorytmach mediów społecznościowych i „skrajnej prawicy”.
Ale mieszkańcy Ceuty mają znacznie prostsze pytanie:
kiedy ich własne państwo odzyska kontrolę nad własną granicą?
Brief AmerykaPL
Najważniejsze wiadomości z USA, Chicago, Polski i świata. Krótko, konkretnie i po polsku.






Dodaj komentarz