Kongres nie robi wystarczająco dużo, by chronić pracowników przed nadużyciami seksualnymi

STRONA GŁÓWNA

W obliczu braku jednego, centralnego miejsca do zgłaszania molestowania w pracy na Kapitolu, część kobiet w Kongresie zaczęła działać na własną rękę.

Po skandalach związanych z nadużyciami seksualnymi wokół byłych kongresmenów (Eric Swalwell oraz Tony Gonzales), którzy w tym tygodniu zrezygnowali ze stanowisk, kongresmenka Anna Paulina Luna publicznie zapewniła pracowników Kapitolu, że mogą zgłaszać się do jej biura z problemami, jeśli nie czują się komfortowo, rozmawiając ze swoimi przełożonymi.

Jak dotąd – jak sama twierdzi – otrzymała przynajmniej jedno niezweryfikowane zgłoszenie dotyczące senatora, które przekazała do biura lidera republikanów w Senacie, John Thune. Sprawa została następnie skierowana do Komisji Etyki Senatu.

Tego typu działania pokazują, jak trudne wciąż jest zgłaszanie nadużyć seksualnych w Kongresie — instytucji, która od lat ma problem z kontrolowaniem samej siebie.

Kongresmenka Norma Torres uruchomiła nawet specjalną stronę internetową, gdzie sygnaliści mogą anonimowo zgłaszać przypadki molestowania, napaści lub innych niewłaściwych zachowań. Jak podkreśla, jej biuro otrzymało już zgłoszenia nie tylko z Kongresu, ale także z innych gałęzi władzy.

„Wsparcie dla ofiar nie jest na odpowiednim poziomie” – powiedziała Torres.

Z kolei kongresmenka Lauren Boebert zachęca pracowników, by zgłaszali przypadki nadużyć innym kobietom w Kongresie, wyrażając wątpliwości, czy obecne procedury wewnętrzne działają skutecznie.

Padły też kontrowersyjne słowa z jej strony: „Dlaczego wszyscy tutaj są tacy napaleni?” – powiedziała w rozmowie z NBC News.


System zawodzi

Choć zarówno Izba Reprezentantów, jak i Senat mają komisje etyki, wielu polityków z obu partii uważa, że działają one zbyt wolno, co może pozwalać na dalsze nadużycia.

Fala krytyki nasiliła się po rezygnacjach Swalwella i Gonzalesa. Ten drugi przyznał się do romansu z pracownicą, która później popełniła samobójstwo.

„To szokujące. Ludzie pytają: co jest nie tak z tym systemem? I trudno znaleźć odpowiedź” – powiedział kongresmen Jim McGovern.

Jedna z byłych pracownic Gonzalesa, która oskarżyła go o wysyłanie nieprzyzwoitych wiadomości, przyznała, że bała się zgłosić sprawę, obawiając się utraty pracy.

„Chciałabym mieć miejsce, gdzie ktoś by mnie wysłuchał, zamiast uznać mnie za problem” – powiedziała.


Próby reform

Po ruchu #MeToo w 2018 roku wprowadzono pewne zmiany – m.in. obowiązkowe szkolenia i większą przejrzystość w sprawach dotyczących molestowania. Wprowadzono też zasadę, że politycy sami pokrywają koszty obrony i odszkodowań.

Mimo to system nadal ma poważne luki. Na Kapitolu nie istnieje centralny dział HR, a każde biuro kongresmena działa praktycznie jak osobna firma.


Propozycje zmian

Kongresmenka Luna proponuje m.in.:

  • wprowadzenie limitu czasu dla dochodzeń komisji etyki,
  • odbieranie emerytur politykom, którzy odchodzą w wyniku skandali seksualnych,
  • zakaz relacji seksualnych między członkami Kongresu a wszystkimi pracownikami (nie tylko z ich własnych biur).

Obecne przepisy zabraniają relacji tylko z pracownikami własnego biura lub komisji, ale nie obejmują innych pracowników Kongresu.

„To nadal nierówność władzy i potencjalne nadużycia” – podkreśla kongresmenka Laura Friedman.

Podobne stanowisko zajmuje Mike Lawler:

„Jeśli ktoś przychodzi do Kongresu, żeby się zabawić albo zdradzać, nie powinien tu być”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Więcej artykułów