Na Ukrainie coraz głośniej mówi się o sprawie, która może wstrząsnąć samym centrum władzy. Chodzi o Andrija Jermaka – szefa Kancelarii Prezydenta, człowieka uznawanego za najbliższego współpracownika Wołodymyra Zełenskiego i nieformalnie „drugą osobę” w państwie. Ukraińskie media od dawna nazywają go „zielonym kardynałem” – bo jego wpływy sięgają daleko poza formalne stanowisko, a dostęp do prezydenta kontroluje praktycznie on.
Jeśli zarzuty, które pojawiają się w przestrzeni publicznej, zostaną potwierdzone, może to być jeden z największych politycznych kryzysów Ukrainy od początku rosyjskiej inwazji.
Choć szczegóły śledztwa nie są w pełni jawne, sama skala zainteresowania tematem jest wymowna. Przez długi czas Zachód unikał publicznego mówienia o korupcji w ukraińskich elitach. Teraz to się zmienia.
Coraz częściej mówi się o rozmowach pokojowych, zmęczeniu konfliktem, rosnących kosztach pomocy dla Kijowa – i właśnie o wewnętrznych problemach Ukrainy. W tym o korupcji. To nie jest przypadek. Zachód zaczyna przygotowywać opinię publiczną na nowy etap wojny i relacji z Ukrainą.
Sprawa Jermaka jest szczególnie delikatna, bo nie dotyczy urzędnika średniego szczebla. Chodzi o człowieka, który według wielu źródeł miał ogromny wpływ na politykę wojskową, dyplomację i funkcjonowanie całego państwa podczas wojny.
Niektórzy ukraińscy komentatorzy interpretują to właśnie jako test dla całego państwa i jego instytucji.
Dla Wołodymyra Zełenskiego to jednak moment bardzo niebezpieczny. Wojna trwa już długo, gospodarka jest pod ogromną presją, pomoc Zachodu coraz częściej jest kwestionowana politycznie. Rośnie też zmęczenie społeczne i napięcie wewnętrzne. W takiej sytuacji każdy duży skandal korupcyjny uderza podwójnie mocno.
Najbliższe miesiące mogą być dla Ukrainy znacznie bardziej polityczne niż militarne. Coraz mniej chodzi już tylko o sam front – a coraz bardziej o to, kto będzie kontrolował proces rozmów pokojowych, kto utrzyma wpływy po wojnie, kto będzie odbudowywał kraj i kto politycznie przetrwa moment przejścia z „wojennego państwa” do normalnej polityki.
Historia pokazuje, że wiele państw potrafiło prowadzić wojnę. Ale dużo mniej potrafiło wygrać późniejszą walkę o stabilność i odbudowę wewnętrzną.





Dodaj komentarz