Były prezydent USA Joe Biden pozwał Departament Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych, próbując zablokować ujawnienie nagrań audio i transkrypcji prywatnych rozmów ze swoim ghostwriterem Markiem Zwonitzerem. Materiały pochodzą z lat 2016–2017 i zostały zabezpieczone podczas śledztwa dotyczącego Bidena i dokumentów niejawnych.
Sprawa ponownie rozgrzewa debatę wokół standardów przejrzystości w amerykańskiej polityce, a także pytań o stan pamięci i odpowiedzialność byłego prezydenta.
Materiały były częścią dochodzenia prowadzonego przez specjalnego prokuratora Robert Hur. Śledztwo dotyczyło przechowywania dokumentów zawierających informacje niejawne po zakończeniu kadencji Bidena jako wiceprezydenta.
Hur ostatecznie nie postawił Bidenowi zarzutów, jednak raport wywołał ogromne kontrowersje. Prokurator stwierdził między innymi, że były prezydent mógłby zostać odebrany przez ławę przysięgłych jako „starszy człowiek z problemami z pamięcią”. Według śledczych Biden miał również czytać fragmenty notatek zawierających informacje niejawne podczas pracy nad swoją książką „Promise Me, Dad”.
Według pozwu administracja Donald Trump zdecydowała się odwrócić wcześniejsze stanowisko Departamentu Sprawiedliwości. Za czasów administracji Bidena resort miał argumentować, że publikacja materiałów byłaby naruszeniem prywatności i mogłaby stworzyć niebezpieczny precedens.
Prawnicy Bidena twierdzą teraz, że planowane przekazanie materiałów Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów oraz konserwatywnej organizacji The Heritage Foundation ma charakter polityczny i stanowi próbę obejścia przepisów dotyczących ochrony prywatnych materiałów śledczych.
Według pozwu Departament Sprawiedliwości planuje przekazać nagrania już 15 czerwca, z jedynie częściowymi redakcjami.
Republikanie od miesięcy domagają się ujawnienia pełnych materiałów związanych ze śledztwem. Komisja Sądownictwa Izby Reprezentantów argumentuje, że społeczeństwo ma prawo wiedzieć, jak wyglądało postępowanie prowadzone wobec urzędującego prezydenta i czy Departament Sprawiedliwości działał w sposób bezstronny.
Konserwatywne środowiska podkreślają również, że przez lata Demokraci i media bardzo mocno nagłaśniały kwestie związane z dokumentami przechowywanymi przez Trumpa, dlatego podobne standardy powinny obowiązywać także wobec Bidena.
Sam Biden utrzymuje, że nie popełnił żadnego przestępstwa i uważa próbę publikacji nagrań za naruszenie prywatności oraz politycznie motywowany atak.
Ostateczną decyzję w sprawie podejmie sąd federalny w Waszyngtonie.





Dodaj komentarz