Ponad 509 tysięcy cudzoziemców spoza Unii Europejskiej złożyło w 2025 roku w Polsce wnioski o pobyt czasowy. Najwięcej – 288 tysięcy – dotyczy obywateli Ukrainy. W czołówce znaleźli się także Białorusini, Kolumbijczycy, Gruzini i Hindusi.
Tymczasem rząd Donalda Tuska przygotował projekt UD408, wprowadzający tzw. „milczącą zgodę”. Zakłada on, że jeśli urząd nie wyda decyzji w ciągu 60 dni od złożenia kompletnego wniosku, sprawa będzie automatycznie uznawana za rozpatrzoną pozytywnie.
Krytycy wskazują, że to kolejny krok w stronę niekontrolowanej imigracji. Zamiast uszczelniać system i weryfikować przyjeżdżających, państwo automatyzuje wydawanie zgód na pobyt. W praktyce niewydolność urzędów ma być rozwiązywana kosztem bezpieczeństwa.
Jak podkreślają przeciwnicy rozwiązania, Polska nie może powielać błędów Europy Zachodniej. Potrzebna jest polityka migracyjna oparta na selekcji, asymilacji i realnej kontroli – a nie na automatach.
W debacie publicznej od lat ścierają się dwa stanowiska. Z jednej strony padają apele o „zero socjalu” dla migrantów , z drugiej – pojawiają się głosy, że migracja zarobkowa jest potrzebna gospodarce. Politycy opozycji alarmują, że obecny rząd otwiera drzwi szerzej niż poprzedni, choć dane o wydawanych wizach pracowniczych wskazują na spadek względem 2023 roku.
Ponad pół miliona wniosków o pobyt w jednym roku. „Milcząca zgoda” – która może stać się furtką do automatycznego legalizowania pobytu. I rosnące obawy o kontrolę nad tym, kto i na jakich zasadach przebywa w Polsce. Bezpieczeństwo czy automatyzacja? Polska stoi przed wyborem.





Dodaj komentarz