Donald Trump oświadczył, że poważnie rozważa przyłączenie Wenezueli do Stanów Zjednoczonych jako 51. stanu. Informację przekazał John Roberts, współprowadzący program „America Reports” w Fox News, który tuż po rozmowie telefonicznej z prezydentem podzielił się szczegółami na platformie X.
Według relacji Robertsa, Trump podkreślił ogromne zasoby ropy naftowej Wenezueli – szacowane przez niego na 40 bilionów dolarów. Kraj ten dysponuje największymi potwierdzonymi rezerwami ropy na świecie, co mogłoby znacząco wzmocnić pozycję energetyczną USA.
Oświadczenie pada kilka miesięcy po styczniowej operacji wojskowej USA, w wyniku której obalono reżim Nicolása Maduro. Po usunięciu „narkoterrorysty” – jak określał go Trump – władzę w Caracas przejęła tymczasowa prezydent Delcy Rodríguez, a kraj wszedł na ścieżkę reform i zbliżenia z Waszyngtonem.
Trump już wcześniej sygnalizował zainteresowanie Wenezuelą. W marcu 2026 roku, reagując na sukcesy wenezuelskiej drużyny baseballowej w World Baseball Classic, zamieścił na Truth Social prowokacyjny wpis: „Good things are happening to Venezuela lately. I wonder what this magic is all about? Statehood, #51, Anyone?”.
Tymczasowa prezydent Delcy Rodríguez już odrzuciła pomysł, deklarując, że kraj będzie bronił swojej suwerenności. W USA propozycja budzi skrajne emocje. Zwolennicy widzą w niej szansę na ogromne zyski energetyczne i strategiczne wzmocnienie Ameryki. Krytycy nazywają ją imperializmem i niebezpiecznym precedensem.
Prawnie przyłączenie suwerennego państwa jako nowego stanu wymagałoby zgody Kongresu, referendum w Wenezueli oraz traktatu międzynarodowego. Historycznie Stany Zjednoczone powiększały terytorium poprzez zakup, aneksję lub wojnę, ale nigdy w ten sposób nie włączono całego niezależnego kraju z dużą populacją.
Eksperci podkreślają, że wypowiedź Trumpa może być elementem twardej negocjacji, prowokacją medialną lub wstępem do daleko idącej współpracy energetycznej i militarnej – a niekoniecznie literalnym planem stanowości.





Dodaj komentarz