Kiedy słyszymy określenie „światowa stolica”, zwykle myślimy o wielkich metropoliach. Nowy Jork jest stolicą finansów, Los Angeles filmu, Nashville muzyki country, a Waszyngton polityki.
Ale światowa stolica pieczarek?
Kennett Square w Pensylwanii.
To niewielka miejscowość niedaleko Filadelfii, która odpowiada za ponad 60 procent krajowej produkcji grzybów. Innymi słowy, istnieje spora szansa, że pieczarki kupione w Chicago, Nowym Jorku czy gdzieś na Florydzie rozpoczęły swoją podróż właśnie tam.
W samym hrabstwie Chester działa podobno ponad dwa tysiące hal przeznaczonych do uprawy grzybów, a cała lokalna branża zatrudnia przeszło osiem tysięcy osób. Kennett Square nie jest więc grzybową stolicą wyłącznie z powodu chwytliwego hasła na tablicy przy drodze. To prawdziwe pieczarkowe imperium.
Historia zaczęła się w drugiej połowie XIX wieku. Jeden z miejscowych kwakrów, zajmujący się hodowlą kwiatów, zauważył niewykorzystaną przestrzeń pod stołami w swojej szklarni. Sprowadził z Anglii grzybnię i rozpoczął pierwszą komercyjną produkcję pieczarek w Stanach Zjednoczonych.
Pomysł okazał się genialny. Inni ogrodnicy szybko zaczęli go naśladować, a w latach 20. XX wieku europejscy imigranci przywieźli do Pensylwanii swoją wiedzę i doświadczenie. Z czasem powstała cała gałąź gospodarki. W 1955 roku właśnie w Kennett Square ulokowano siedzibę American Mushroom Institute.
Mieszkańcy są ze swoich grzybów dumni. Organizują wielki Mushroom Festival, na który zjeżdżają setki wystawców i tysiące odwiedzających. A w sylwestra nie opuszczają na Times Square kryształowej kuli. Opuszczają ogromnego, podświetlanego grzyba ważącego około 700 funtów, czyli ponad 300 kilogramów.
Bo jeżeli twoje miasto produkuje większość amerykańskich pieczarek, nie udajesz, że jesteś czymś innym. Przyjmujesz swój los z godnością i budujesz gigantycznego świecącego grzyba.
Przy okazji warto wyjaśnić jedną z największych tajemnic supermarketu. Biała pieczarka, brązowa cremini i portobello to nie są trzy zupełnie różne gatunki. To zasadniczo ten sam grzyb, Agaricus bisporus, tylko występujący w różnych odmianach i sprzedawany na różnych etapach dojrzałości.
Biała pieczarka jest młoda, niewielka i delikatna. Cremini, nazywana również „baby bella”, jest brązowa i nieco bardziej dojrzała. Portobello to dorosła wersja tego samego grzyba, z dużym, otwartym kapeluszem.
To trochę tak, jakby przemysł spożywczy sprzedawał nam cielęcinę, wołowinę i „premium mature cow” jako trzy całkowicie odrębne odkrycia kulinarne.
Oczywiście pieczarkowe imperium ma również swoją ciemniejszą, a właściwie bardziej aromatyczną stronę.
Mieszkańcy i osoby pracujące na miejscowych farmach przyznają, że w okolicy często unosi się bardzo intensywny zapach kompostu wykorzystywanego przy uprawie. Niektórzy porównują go do obornika, inni do przenośnej toalety. Są nawet doliny, w których aromat podobno utrzymuje się niemal bez przerwy.
Lokalni mieszkańcy odpowiadają jednak, że człowiek szybko się przyzwyczaja. Poza tym zużyte podłoże po uprawie grzybów jest znakomite do użyźniania przydomowych ogrodów. W Kennett Square nic się więc nie marnuje. Najpierw hoduje się na tym pieczarki, później pomidory, a przez cały czas buduje charakter mieszkańców.
Branża przyniosła regionowi także ogromne pieniądze. Osoby pracujące przy lokalnych gospodarstwach mówią nawet o „mushroom money”, czyli grzybowych fortunach widocznych w okazałych domach należących do właścicieli firm.
Jednocześnie całoroczna produkcja przyciągnęła wielu imigrantów z Meksyku i innych krajów Ameryki Łacińskiej. Ludzie ci osiedlili się w regionie, założyli rodziny, restauracje oraz niewielkie biznesy. Dzięki temu okolice Kennett Square słyną dziś nie tylko z grzybów, lecz także z jednych z najlepszych tacos, tamales i tortas na północnym wschodzie Stanów Zjednoczonych.
I to jest właśnie Ameryka w pigułce.
Pewien człowiek znajduje wolne miejsce pod stołem w szklarni. Sprowadza z Anglii grzybnię. Imigranci rozwijają jego pomysł. Powstają tysiące miejsc pracy, wielkie fortuny, meksykańskie restauracje, coroczny festiwal i gigantyczny grzyb opuszczany w sylwestra.
A nad wszystkim unosi się zapach, którego nie da się pomylić z niczym innym.
Każdy sukces ma swoją cenę. W Kennett Square tę cenę czasami po prostu czuć w powietrzu.





Dodaj komentarz