Są takie życiorysy, które brzmią jak gotowy scenariusz filmowy. Jest wojna. Jest sowieckie więzienie. Jest ucieczka przez pół świata. Są Indie, Bombaj, RAF, brytyjskie motocykle, Formuła 1 i człowiek, którego nazwisko powinno być w Polsce znacznie lepiej znane.
Leon Kuźmicki — w Wielkiej Brytanii znany częściej jako Leo Kuzmicki — należy właśnie do takich postaci. Cichy, wybitny, nieoczywisty. Jeden z tych ludzi, którzy nie budowali swojej legendy przed kamerami, ale przy stole kreślarskim, przy silniku, w warsztacie, tam gdzie metal, ogień i precyzja decydują o tym, czy maszyna będzie tylko działać, czy zacznie naprawdę żyć.





Dodaj komentarz