Skandynawia, przez lata kojarzona z otwartością i liberalną polityką migracyjną, coraz wyraźniej zaostrza kurs. Najmocniej widać to dziś w Szwecji, która przyjęła nowe przepisy dotyczące tzw. „dobrego prowadzenia się” cudzoziemców. Od lipca 2026 roku zachowanie imigranta — nie tylko przestępstwa, ale także np. długi, praca na czarno, unikanie podatków czy powiązania z ekstremistami — może mieć wpływ na pozwolenie na pobyt.
To jednak nie wszystko. Szwedzki rząd ogłosił również specjalne państwowe dochodzenie w sprawie religijnej radykalizacji, ze szczególnym naciskiem na polityczny islam i islamizm. Ma ono zbadać skalę zjawiska, jego wpływ na integrację, demokrację i instytucje publiczne, w tym możliwą infiltrację oraz niedozwolone formy wpływu. Dochodzeniem pokieruje Magnus Ranstorp, znany szwedzki ekspert od terroryzmu i bezpieczeństwa. W tle tej decyzji jest także szersza europejska debata o wpływach sieci islamistycznych, w tym Bractwa Muzułmańskiego, choć ten wątek należy traktować jako kontekst polityczny i medialny, a nie jako dosłowny zapis oficjalnego mandatu dochodzenia.
Dania również od lat idzie twardszą drogą integracyjną. W 2026 roku pojawił się projekt rozszerzenia zakazu zasłaniania twarzy na szkoły i uczelnie oraz zaostrzenia walki z tzw. społeczeństwami równoległymi i przestępstwami honorowymi. Ten konkretny projekt wygasł w obecnej sesji parlamentu, ale pokazuje kierunek politycznej debaty.
To nie są już pojedyncze przypadki. To sygnał większej zmiany w Europie: państwa, które kiedyś stawiały przede wszystkim na otwartość, dziś coraz częściej mówią o obowiązkach, lojalności wobec prawa, granicach tolerancji i ochronie własnych instytucji.
Najważniejsze pytanie brzmi: czy Skandynawia idzie za daleko — czy po prostu zbyt długo udawała, że integracja bez twardych zasad sama się uda?





Dodaj komentarz