Jeszcze w połowie lat 90. w Stanach Zjednoczonych budowano około 140 centrów handlowych rocznie. Powstawały szybciej niż nowe szkoły, parki czy biblioteki. Wydawało się, że ogromne, klimatyzowane galerie otoczone oceanem parkingów będą wiecznym symbolem amerykańskiego dobrobytu.
A potem wszystko zatrzymało się niemal z dnia na dzień.
Już na początku XXI wieku zaczęto mówić o „szarych polach” i „martwych centrach handlowych” — obiektach z pustymi witrynami, zamkniętymi restauracjami i parkingami, na których chwasty wyrastały spomiędzy popękanego asfaltu. W 2007 roku po raz pierwszy od około pół wieku w Stanach Zjednoczonych nie otwarto ani jednego nowego dużego centrum handlowego.
W ciągu zaledwie jednego pokolenia jeden z najważniejszych elementów amerykańskiej kultury stał się reliktem przeszłości.





Dodaj komentarz