Pożar lasów na Roztoczu. „Kraj postawiony na nogi”

STRONA GŁÓWNA

W Józefowie na Roztoczu trwa walka z żywiołem. Potężny pożar lasów, który wybuchł w Puszczy Solskiej, strawił już ponad 250 hektarów. To największa tego typu katastrofa w regionie od zakończenia II wojny światowej. Ludzie są przerażeni – mówią, że czegoś takiego nie pamiętają.

Ogień pojawił się we wtorek. W ciągu kilkunastu minut Józefów zniknął za ciemnożółtą chmurą dymu. Silny wiatr, sięgający miejscami nawet 70 kilometrów na godzinę, przenosi zarzewia ognia na kolejne kilometry. Dym i pył docierają nawet do miejscowości oddalonych o 10 kilometrów od źródła pożaru.

Strażacy walczą z ogniem z powietrza i ziemi. Cztery śmigłowce zrzucają wodę z zalewu w Józefowie, a ponad 30 zastępów straży pożarnej pracuje w najtrudniejszych warunkach. Niestety, w trakcie akcji zginął pilot samolotu gaśniczego Dromader. Jego ciało znaleziono we wraku maszyny. Na miejscu pojawili się prokuratorzy i Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych, którzy wyjaśniają przyczyny tragedii.

Ze względu na ogromne zagrożenie, sztab kryzysowy został przeniesiony w bezpieczniejsze rejonie miejscowości Osuchy. Część strażaków wycofano z samego środka pożaru – nadpalone konary często spadają i zagrażają ich życiu.

Przyczyny wybuchu ognia nie są jeszcze znane. Będzie je wyjaśniać policja z udziałem biegłych ds. pożarnictwa. Mieszkańcy mają swoje teorie – niektórzy twierdzą, że ogień tlił się już od weekendu, być może w torfowiskach. Strażacy na razie nie wykluczają żadnej możliwości: czynnik ludzki, iskra z hamulców samochodu, tarcie na linii kolejowej, a nawet maszyny pracujące w lesie – wszystko jest brane pod uwagę. Oficjalne dochodzenie będzie jednak możliwe dopiero po opanowaniu żywiołu.

Mieszkańcy są załamani. Elżbieta Momot, prowadząca w Józefowie działalność turystyczną, ze łzami w oczach mówi o dramacie i wielkiej rozpaczy. „To są nasze najpiękniejsze lasy na Roztoczu. Wszystko przez tę suszę – nie było kropli deszczu od bardzo, bardzo dawna”.

Inni rozmówcy podkreślają, ile zwierząt ginie w pożarze. Miejscowy Tadeusz wspomina, jak widywał w tych lasach wilki kilkadziesiąt metrów od siebie. „One uciekają, boją się człowieka. Oby udało im się uciec przed ogniem” – mówi.

Synoptycy zapowiadają na najbliższe dni niewielkie opady deszczu, ale wszyscy zgodnie przyznają – to kropla w morzu potrzeb. Mieszkańcy modlą się o deszcz, który mógłby pomóc ratownikom. Na razie jednak pożar nie ustępuje, a wiatr wciąż działa na przekór.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Więcej artykułów