Sąd Najwyższy USA podtrzymał prawo stanu Missisipi, które pozwala liczyć głosy korespondencyjne ostemplowane najpóźniej w dniu wyborów, nawet jeśli dotrą one do pięciu dni po zamknięciu lokali wyborczych. Decyzja jest dużym zwycięstwem Demokratów przed wyborami do Kongresu.
Wyrok zapadł stosunkiem głosów 5–4. Prezes Sądu Najwyższego John Roberts oraz konserwatywna sędzia Amy Coney Barrett dołączyli do trzech liberalnych sędziów, uznając, że prawo federalne nie wymaga, aby wszystkie karty wyborcze fizycznie dotarły przed końcem dnia wyborów.
W opinii większości Barrett napisała, że twórcy konstytucji rozumieli trudność stworzenia jednego systemu wyborczego pasującego do każdej sytuacji w kraju. Dlatego, zamiast wpisywać szczegółowe zasady wyborcze do konstytucji, pozostawili gdzieś „uznaniową władzę nad wyborami”.
„Wystarczy powiedzieć, że ta władza nie została powierzona temu sądowi” — napisała Barrett. „Ustawy dotyczące dnia wyborów nie mówią nic o terminie otrzymania kart wyborczych, a my nie możemy dopisywać słów, których Kongres nie użył”.
Sprawa, znana jako Watson v. RNC, wynikała z pozwu z 2024 roku złożonego przez Republikański Komitet Narodowy oraz lokalne struktury partyjne przeciwko Missisipi. Republikanie kwestionowali pięciodniowy okres karencji na przyjmowanie głosów korespondencyjnych.
Co najmniej 13 innych stanów ma podobne przepisy pozwalające liczyć głosy, które dotarły po dniu wyborów, jeśli zostały wysłane na czas. Prawie 30 stanów daje niektórym wyborcom głosującym korespondencyjnie dodatkowy czas na dostarczenie kart.
Barrett podkreśliła, że wybór elektoratu dokonuje się wtedy, gdy głosowanie zostaje zakończone, a nie wtedy, gdy urzędnicy otrzymają wszystkie karty.
„Wybór elektoratu następuje, gdy głosowanie jest zakończone, a nie gdy karty wyborcze zostaną odebrane” — napisała. Jej zdaniem słowo „głosowanie” w ustawie odnosi się do aktu oddania głosu, a nie do momentu fizycznego dostarczenia karty do komisji.
Republikanie argumentowali, że przepisy Missisipi naruszają federalne prawo ustanawiające jeden ogólnokrajowy dzień wyborów.
Prezydent Donald Trump od dawna krytykuje stany, które pozwalają na liczenie kart po dniu wyborów. Departament Sprawiedliwości jego administracji poparł pozew Republikańskiego Komitetu Narodowego.
Podczas marcowych argumentów ustnych sędziowie byli wyraźnie podzieleni. Część z nich zastanawiała się, czy zakwestionowanie przepisów Missisipi mogłoby zagrozić także praktyce wcześniejszego głosowania, która jest powszechna w wielu stanach.
Sędzia Elena Kagan mówiła wtedy, że wydaje się „nie do pomyślenia”, aby na podstawie takich argumentów sąd miał odrzucić praktyki tak mocno zakorzenione w około 30 stanach.
Czterech konserwatywnych sędziów — Neil Gorsuch, Samuel Alito, Clarence Thomas i Brett Kavanaugh — zgłosiło zdanie odrębne.
Alito napisał, że prawo federalne jasno wyznacza dzień wyborów jako „wtorek po pierwszym poniedziałku listopada”. Jego zdaniem, jeśli karty dostarczone po dniu wyborów wpływają na wynik, to wybór elektoratu nie dokonuje się faktycznie w dniu wyborów, co narusza federalne przepisy.
Alito skrytykował większość za uznanie, że wystarczy, aby wyborca oddał głos najpóźniej w dniu wyborów.
„Jeśli tylko tego wymagają ustawy dotyczące dnia wyborów, to nie ma sensu twierdzić, że elektorat jako całość dokonuje wyboru w dniu wyborów” — napisał.
Decyzja zapadła w czasie, gdy Trump naciska na Kongres, by zaostrzył przepisy dotyczące głosowania korespondencyjnego i wprowadził wymóg przedstawienia dowodu obywatelstwa przy głosowaniu w wyborach federalnych.
Trump szczególnie popiera ustawę SAVE America Act, która utknęła w Senacie.
Przewodniczący RNC Joe Gruters oświadczył, że jeśli Amerykanie chcą „uczciwych i bezpiecznych wyborów”, dzień wyborów powinien oznaczać dokładnie to, co mówi nazwa. Według niego decyzja Sądu Najwyższego sprawia, że przyjęcie ustawy SAVE America Act jest jeszcze pilniejsze.
Gruters stwierdził też, że Demokraci „zapraszają chaos do urn wyborczych”, pozwalając, by wybory ciągnęły się przez dni lub tygodnie po oddaniu głosów. Dodał, że Republikanie nie zrezygnują z walki o to, by wybory kończyły się w dniu wyborów.





Dodaj komentarz