Felieton 2.0 – AI zdało egzamin. Studenci już niekoniecznie

STRONA GŁÓWNA

Przez lata słyszeliśmy, że nowoczesna edukacja powinna odchodzić od pamięciowego uczenia się, zamkniętych sal egzaminacyjnych i kartek wypełnianych pod czujnym okiem nauczyciela. Egzamin przy biurku miał być reliktem przeszłości. Liczyło się przecież rozumienie, kreatywność, dostęp do źródeł i umiejętność korzystania z narzędzi.

Problem w tym, że narzędzie zaczęło myśleć za człowieka.

Na Brown University profesor ekonomii Roberto Serrano postanowił przeprowadzić egzzamin śródsemestralny w formule domowej. Studenci otrzymali dużo czasu, mogli spokojnie analizować pytania i przygotować odpowiedzi poza salą wykładową.

Rezultaty były wręcz fenomenalne.

Średnia wyniosła 96 punktów na 100, a aż 40 studentów zdobyło komplet punktów. Było to szczególnie zaskakujące, ponieważ wcześniej średnie wyniki z tego trudnego kursu mieściły się zazwyczaj między 65 a 80 procent. Co więcej, profesor przygotował egzamin trudniejszy niż w poprzednich latach.

Odpowiedzi były poprawne, ale wiele z nich brzmiało dziwnie. Były przesadnie skomplikowane, rozwlekłe i napisane stylem, który profesorowi oraz jego asystentom przypominał teksty generowane przez ChatGPT.

Serrano postanowił więc sprawdzić, czy studenci rzeczywiście opanowali materiał. Finałowy egzamin został przeprowadzony osobiście, w sali, bez możliwości korzystania z zewnętrznych narzędzi.

Wtedy wydarzył się cud, ale tym razem w przeciwnym kierunku.

Osiemnastu studentów natychmiast zrezygnowało z kursu. Dziewięciu kolejnych nie przyszło na egzamin. Spośród tych 27 osób aż 22 wcześniej otrzymały maksymalny wynik z egzaminu domowego.

Średnia pozostałych studentów spadła z 96 do 48 punktów.

To nie był niewielki spadek wynikający ze stresu albo innej formy egzaminu. Średnia zmniejszyła się dokładnie o połowę. Trudno o bardziej wymowny obraz sytuacji, w której znakomite oceny nie oznaczają już znakomitej wiedzy.

Nie można oczywiście udowodnić, że każdy student korzystał ze sztucznej inteligencji. Egzamin domowy sam w sobie daje możliwość sprawdzania notatek, książek i materiałów internetowych. Naturalne jest więc, że wyniki będą lepsze niż podczas tradycyjnego testu.

Jednak różnica między średnią 96 a 48 nie wygląda już jak zwykła korzyść z dostępu do podręcznika. Zwłaszcza gdy znaczna część najlepszych studentów rezygnuje z zajęć natychmiast po ogłoszeniu egzaminu stacjonarnego.

Najbardziej niepokojące nie jest nawet samo oszustwo. Studenci oszukiwali przecież długo przed powstaniem internetu, telefonów komórkowych i ChatGPT. Zmieniali odpowiedzi, przepisywali zadania i kupowali gotowe prace.

Nowością jest skala oraz łatwość całego procesu.

Dzisiaj student nie musi już kopiować tekstu kolegi ani płacić komuś za napisanie eseju. Wystarczy wkleić pytanie do programu i po kilkunastu sekundach otrzymuje elegancko brzmiącą odpowiedź. Może poprawić styl, skrócić tekst, dodać argumenty, stworzyć bibliografię i wygenerować kolejną wersję, która będzie trudniejsza do wykrycia.

Nauczyciel widzi poprawną pracę. System zapisuje wysoką ocenę. Uczelnia może pochwalić się sukcesami. Student przechodzi dalej.

Tylko wiedza nigdzie się nie pojawia.

Zwolennicy wykorzystywania sztucznej inteligencji w szkołach często porównują ją do kalkulatora, Wikipedii albo wyszukiwarki internetowej. Ich zdaniem nie ma sensu walczyć z technologią, która i tak stanie się częścią codziennego życia.

To częściowo prawda. AI pozostanie z nami i będzie wykorzystywana w pracy, biznesie, medycynie, nauce oraz mediach. Umiejętność rozsądnego korzystania z takich systemów może być bardzo cenna.

Problem zaczyna się wtedy, gdy narzędzie przestaje wspierać myślenie, a zaczyna je zastępować.

Kalkulator pomaga szybko wykonać obliczenie, ale człowiek nadal powinien rozumieć, jakie działanie należy zastosować i czy otrzymany wynik ma sens. Nawigacja pomaga dotrzeć na miejsce, ale całkowite uzależnienie od niej sprawia, że bez telefonu nie potrafimy poruszać się nawet po własnym mieście.

Podobnie jest ze sztuczną inteligencją.

Może pomóc znaleźć błąd, uporządkować argumenty albo wyjaśnić trudne pojęcie. Może być prywatnym korepetytorem dostępnym przez całą dobę. Jednak jeżeli wykonuje za ucznia cały proces analizy, pisania i wyciągania wniosków, staje się intelektualną protezą zakładaną na zdrowy organ.

A nieużywany organ słabnie.

Współczesna kultura często traktuje wysiłek jak problem, który należy wyeliminować. Wszystko ma być szybsze, prostsze i bardziej intuicyjne. Każda trudność jest przedstawiana jako wada systemu albo niewłaściwa metoda nauczania.

Tymczasem uczenie się z definicji wymaga wysiłku.

Człowiek musi popełniać błędy, wracać do materiału, próbować ponownie i mierzyć się z frustracją. To właśnie podczas tego procesu powstają trwałe połączenia między informacjami. Student, który przez godzinę samodzielnie walczy z zadaniem, może nauczyć się więcej niż osoba, która w ciągu minuty otrzyma idealną odpowiedź.

Idealna odpowiedź nie zawsze jest dowodem wiedzy.

Czasami jest jedynie dowodem posiadania dobrego narzędzia.

To szczególnie ważne w przypadku przyszłych lekarzy, inżynierów, prawników, nauczycieli i osób zajmujących odpowiedzialne stanowiska. Społeczeństwo nie potrzebuje ludzi, którzy potrafią jedynie wygenerować przekonująco brzmiący tekst. Potrzebuje ludzi, którzy rozumieją, co ten tekst oznacza, potrafią zauważyć błąd i podejmą właściwą decyzję, gdy program zawiedzie.

Rozwiązanie nie musi być technologicznie zaawansowane. Być może edukacja będzie musiała wrócić do metod, które jeszcze niedawno uznawano za przestarzałe.

Egzaminy przeprowadzane w sali. Telefony pozostawione poza zasięgiem. Odpowiedzi pisane ręcznie. Krótkie niezapowiedziane testy. Ustne rozmowy, podczas których student musi wyjaśnić własne argumenty. Obrona pracy przed nauczycielem.

Nie oznacza to całkowitego zakazu wykorzystywania AI. Można uczyć studentów korzystania z niej, ale jednocześnie regularnie sprawdzać, co potrafią bez niej.

W przeciwnym razie uczelnie będą oceniały nie wiedzę studentów, lecz jakość ich poleceń wpisywanych do chatbota.

Tradycyjny egzamin nigdy nie był idealnym narzędziem. Stres, presja czasu i pamięciowa forma pytań mogły zniekształcać wyniki. Jednak jego podstawową zaletą było to, że stosunkowo skutecznie sprawdzał, co człowiek rzeczywiście ma w głowie.

Dzisiaj może się okazać, że stara kartka papieru jest jedną z najnowocześniejszych metod ochrony edukacji.

Profesor Serrano ostrzega, że społeczeństwo nie może zaakceptować sytuacji, w której duża część najzdolniejszych młodych ludzi zaczyna uważać oszustwo za coś normalnego. Jego zdaniem prowadzi to do upadku standardów i stopniowego osłabienia całego społeczeństwa.

Brzmi dramatycznie, ale trudno całkowicie odrzucić tę obawę.

Jeżeli szkoły i uczelnie będą udawały, że problemu nie ma, mogą stworzyć pokolenie ludzi posiadających doskonałe dyplomy, wysokie oceny i bardzo ograniczoną zdolność samodzielnego myślenia.

Będą umieli przygotować prezentację, napisać raport i wygenerować analizę. Mogą jednak nie potrafić odpowiedzieć na jedno dodatkowe pytanie bez pomocy urządzenia.

Największym zagrożeniem nie jest więc to, że sztuczna inteligencja stanie się mądrzejsza od człowieka.

Znacznie bardziej realne jest to, że człowiek dobrowolnie zrezygnuje z rozwijania własnej inteligencji, ponieważ łatwiej będzie pożyczyć ją od maszyny.

Na Brown University średnia spadła z 96 do 48 punktów. Być może właśnie te dwie liczby najlepiej pokazują różnicę między wynikiem wygenerowanym a wiedzą rzeczywiście zdobytą.

AI zdało egzamin celująco.

Pytanie brzmi, ilu studentów byłoby w stanie zdać go bez niej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Więcej artykułów