Prezydent Donald Trump ponownie zaatakował sposób zarządzania największymi amerykańskimi miastami kontrolowanymi przez Demokratów. Tym razem skoncentrował się nie tylko na przestępczości i bezpieczeństwie, ale także na wyglądzie przestrzeni publicznej, stanie ulic, witryn sklepowych oraz miejskiej zieleni.
„Wszystkie są brudne. Są obrzydliwie brudne. Ich ulice są brudne. Ich ulice śmierdzą. Witryny sklepowe są poniszczone. Ich drzewa wyglądają okropnie. Wszystko w tych miejscach jest brudne” – powiedział Trump.
Prezydent nie wymienił przy tym żadnej konkretnej metropolii. Dodał, że nie chce wskazywać pojedynczego miasta, ponieważ jego zdaniem problem dotyczy właściwie wszystkich dużych ośrodków zarządzanych przez lewicowych polityków.
Podobny temat Trump poruszył 27 lipca podczas wystąpienia w Michigan, które miało być poświęcone przede wszystkim gospodarce, cłom i przemysłowi motoryzacyjnemu. W pewnym momencie prezydent przeszedł jednak do krytyki tak zwanych blue cities, czyli miast będących politycznymi bastionami Demokratów.
Trump mówił wówczas o brudnych chodnikach, nieprzyjemnym zapachu i zaniedbanych krawężnikach. Posunął się również do stwierdzenia, że w części takich miejsc nawet ludzie wyglądają na „nieczystych”. Przekonywał, że problem nie występuje w porównywalnej skali w miastach zarządzanych przez Republikanów.
Jego słowa szybko zaczęły krążyć w mediach społecznościowych, wywołując zarówno poparcie, jak i krytykę. Zwolennicy prezydenta wskazywali na śmieci, bezdomność, narkotyki, zamknięte sklepy i zaniedbaną infrastrukturę w centrach niektórych amerykańskich metropolii. Krytycy odpowiadali natomiast, że Trump uogólnia sytuację i przedstawia bardzo różne miasta oraz dzielnice jako jeden wspólny obraz upadku.





Dodaj komentarz